Tag: zmiana

doświadczeniadyrektor na miarę czasówinspiracjetwórczy nauczyciel

Zmiana zaczyna się od nas! Do pracy!

Nowy rok może stanowić fantastyczny impuls do zmian, w tym tych edukacyjnych. Zdarza się, że narzekamy – na reformę, na dyrektora, na nauczycieli, na uczniów, rodziców, organ prowadzący, zapominając, że to my mamy siłę sprawczą i od nas samych naprawdę bardzo wiele zależy. Trzeba tylko odpowiednio podejść do sprawy.

Na co mam wpływ?

Ja – nauczyciel: na uczniów, rodziców, na sposób realizacji lekcji, na budowanie relacji w zespołach klasowych, na uczenie krytycznego myślenia, współpracy, mądrego korzystania z tik, na swoje relacje z innymi, na rozwój osobisty, na współpracę z rodzicami, na sposób realizacji projektów, wycieczek, rzetelne i sprawiedliwe ocenianie, na motywowanie i inspirowanie młodzieży, na wystrój sali (z reguły), na pracę szkoły i wiele więcej. Zostawiam tutaj miejsce na Twoje propozycje:

Ja – dyrektor: na uczniów, rodziców, wszystkich pracowników szkoły, środowisko lokalne, innych dyrektorów i edukatorów, na sposób pracy szkoły, przestrzeń edukacyjną, tworzenie społeczności uczącej się, budowanie relacji, rozwijanie kompetencji przyszłości i kompetencji społecznych, wdrażanie nowych technologii, inicjowanie innowacji, motywowanie, inspirowanie, rozwiązywanie problemów, rozwój osobisty, rozwój innych, szkoły, miejscowości i wiele więcej.  Zostawiam tutaj miejsce na Twoje propozycje:

Czy to mało? Moim zdaniem to bardzo dużo aspektów, które dają nam prawdziwe pole do popisu. Oczywiście nie róbmy rewolucji na wszystkich frontach na raz. Czasem wystarczy rozpocząć reformować jeden obszar, by wpłynął on na pozostałe. Nie wiesz, jak zacząć? Powoli. Od pierwszego kroku, który zamierzasz zrobić. Prostego, ale powtarzalnego, tak – by nowe stało się rutyną.

O czym jeszcze warto pamiętać?

O refleksji nad celem swych działań. O tym za mało mówimy w edukacji, a jest to bardzo ważne. Warto zdefiniować swoje  zasoby i umiejętnościami, a także określić, jakich sojuszników mamy i jakimi ludźmi chcemy się otaczać. Trzeba też powiedzieć sobie jasno, z kim nie jest nam po drodze. Ustalmy, które kompetencje chcemy rozwijać i zaplanujmy, jak najlepiej to zrobić.

Nie czekaj! Działaj! Zmieniaj! Szkoła naprawdę może być dobrym, inspirującym miejscem, a tak naprawdę społecznością ludzi uczących się. Takich szkół potrzebujemy w tak dynamicznie zmieniającym się świecie. Możesz skorzystać z karty postanowień eduzmieniaczowych lub po prostu zainspirować się. Pobierz pliki poniżej. Powodzenia!

karta – zmiana nauczyciel

karta – zmiana dyrektor

 

 

doświadczeniadyrektor na miarę czasów

Jak budować dobry zespół? cz. I

Dobry zespół nauczycieli (i uczniów) – to bardzo ważna sprawa. Kwestie, które poruszę w poście można przełożyć na budowanie każdego zespołu, bo są uniwersalne. Postaram się jednak mocniej położyć nacisk właśnie na grono pedagogiczne, gdyż bez dobrze współpracujących ze sobą nauczycieli budowanie szkoły jako społeczności uczącej się jest po prostu niemożliwe. Wiem, że w wyniku reformy wiele zespołów zmieniło swoją strukturę i bardzo często przechodzi zmianę w trudny i bolesny sposób. U mnie w szkole transformacja również nie jest kwestią łatwą, zatem mogę podzielić się tym, co jako dyrektor robię, co przeoczyłam i  teraz staram się naprawić.

Wiedzę, którą przenoszę na swój zespół i którą  opisuję na blogu zdobyłam na zajęciach Leadership Academy for Poland. Od września rozwijam swe umiejętności przywódcze pod okiem specjalistów i w towarzystwie innych liderów z różnych branży (od biznesu po organizacje pozarządowe) i z radością chcę napisać, że nowe doświadczenia bardzo pomagają mi w pracy, zatem czas się nimi podzielić z innymi. Czasem może się wydawać, że to truizmy. Bo tak naprawdę jest. Ale z zaskoczeniem stwierdzam, że gdyby każdy z nas pamiętał o tych prostych rzeczach i po prostu stosował je w życiu, tworzylibyśmy naprawdę idealne społeczeństwo. 

Na początku są potrzeby

 

Twórcą teorii interpersonalnych potrzeb, które motywują nas do działania, był William Schutz, amerykański psycholog. Wymienił on trzy podstawowe potrzeby:

  • włączenie (inclusion) – oznaczające stan włączenia (przynależności) w dwojaki sposób – chęć danej osoby do włączenia się oraz sprawianie, by inni poczuli się niezbędni,
  • kontrolę (control) – oznaczająca przekonanie, że moja obecność ma wpływ na coś,
  • uczucie przywiązania (affection) – odnoszące się do tego, co ja znaczę dla zespołu (m.in. czy jestem szanowana/y).

Jeśli którakolwiek z potrzeb nie jest zaspokojona, trudno liczyć na zaangażowanie i motywację konkretnej osoby. Zatem, droga pani dyrektor, drogi panie dyrektorze, czas na refleksję. Czy pamiętamy o tych potrzebach? Co zrobiliśmy, by je zabezpieczyć? Jaki będzie nasz pierwszy krok, by o nie zadbać?

Wspólna praca nad misją i wizją szkoły, projektami i innymi ważnymi kwestiami

Z reguły misja i wizja rozwoju szkoły przychodzą wraz z nowym/starym dyrektorem po konkursie. Zaproszone (lub nie) do pracy nad wspomnianymi dokumentami grono z reguły idzie na łatwiznę i za wiele nie proponuje. U nas też tak było. Najczęściej dyrektor musi mieć ostatnie zdanie i wie lepiej (ja właśnie pracuję nad sobą, by dać więcej przestrzeni innym). To, co u nas w szkole się udało, to wspólna ewaluacja naszej pracy i tworzenie wizji nowej szkoły (w trakcie transformacji). Na spotkanie otwarte dla chętnych, na którym pracowaliśmy warsztatowo, przyszła połowa grona. Pomysły i rekomendacje były bardzo wartościowe i cieszyły tym bardziej, że były „nasze”. A potem stało się tak, jak to w życiu bywa. Kto tworzył, miał wpływ i czuł się częścią zespołu, ten realizował zaplanowane działania. A kto był nieobecny, nie poczuł realizowanych zadań. Szkolny „pociąg” nauczycielski  nam się rozciągnął. Na przedzie pędzi lokomotywa liderów, innowatorów, osób obdarzonych „nadenergią”, a na końcu ledwie zipie sfrustrowany „ogon” pociągu. I to wcale nie jest dobry obrazek. I to nie jest dobry zespół.

A co z tymi, którzy stoją z boku? 

Do niedawna wierzyłam w moc masy krytycznej i na niej skupiałam swą  energię. Nie przejmowałam się za bardzo tymi wycofanymi i krytykującymi każde działanie. I to był błąd. Na jednych z zajęć wspomnianej wcześniej akademii pracowaliśmy właśnie nad tematem tych osób, które nie są aktywne. Co z nimi? Czy wsłuchujemy się w to, co mówią? Jak wysłuchać ich, skoro milczą? Recepta jest prosta. Po prostu zaprosić ich do rozmowy i wysłuchać.

I tak zrobiłam. Było to bardzo ważne doświadczenie, dzięki któremu zupełnie inaczej spojrzałam na zespół i jego potrzeby. Zaczęłam też inaczej planować naszą wspólną pracę, a raczej tworzenie przestrzeni przyjaznej potrzebom różnych osób. Co więcej, zaczęłam głośno artykułować ważną, a być może za rzadko podnoszoną kwestię: „że nie każdy musi być innowatorem, że codzienna rzetelna praca jest niezwykle ważna, a wartość i siła naszego zespołu wynikają właśnie z jego różnorodności”.

Rozmowa pozwoliła zderzyć wyobrażenia z rzeczywistością, obalić błędne przekonania wynikające z negatywnych odczuć, a także wyjaśnić nieporozumienia. Zdałam sobie sprawę, jak często moje intencje są odbierane inaczej, niż bym tego chciała. Dlatego warto. Warto wysłuchać niewysłuchanych.

Przestrzeń do popełniania błędów

Na szczęście coraz więcej pisze się  o porażce jako najlepszym doświadczeniu służącym rozwojowi. W biznesie mówi się, że kto nigdy nie popełnił błędu, jest osobą niewiarygodną. Czas, byśmy i my dali sobie i innym prawo do tego, by błąd nie oznaczał końca świata. Rozmowy z nauczycielami nowymi w mojej szkole,  w sytuacjach kryzysowych, pokazują, że rozmowa o problemie z reguły oznacza poczucie winy i narzuca ich postawę obronną, bo takie mieli doświadczenie w poprzednim miejscu pracy. Kiedy już przedrę się przez niedowierzanie i  lęk przed „karą” (sic!), naprawdę wypracowujemy konstruktywne sposoby rozwiązania problemu. Co więcej, często ta jedna sytuacja kryzysowa i zmierzenie się z nią, pomaga innym w podobnych kwestiach. Dlatego warto poświęcić czas i z uważnością oraz dystansem przyjrzeć się sprawie. I razem zadziałać.

C.D.N.

.

 

 

 

 

 

 

doświadczenia

Jak przeżyć reformę i nie zwariować

Reforma stała się faktem i my wszyscy, czyli osoby związane z edukacją, obudziliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości. Często bardzo skomplikowanej, niekomfortowej i pełnej chaosu.  Gwałtowność wprowadzanych zmian, a także sens reformy w takim kształcie (mam na myśli choćby  likwidację gimnazjów)  budzą mój  sprzeciw. Jestem przy tym świadoma, że polska szkoła potrzebuje zmiany, bo  jest skostniała, nieżyczliwa i odstająca od życia. Chciałbym jednak,  by proces zmian przebiegał tak, jak w Finlandii, gdzie reformę poprzedziła analiza sytuacji i potrzeb związanych z rynkiem pracy (bo przecież szkoła nie może być oderwana od niego), a nauczyciele dostali kilka lat na oswojenie się z nadciągającą rewolucją w oświacie. 

Reformy  dzisiaj nie zatrzymamy. Jesteśmy częścią zmian, ale co jest NAJWAŻNIEJSZE – to od nas  również zależy, jaka będzie szkolna rzeczywistość.  Tak, bo my współtworzymy szkołę – poprzez swoją aktywność lub bierność. Tak więc czas działać!  

  1. Na pewno warto wyrzucić z siebie frustracje i lęki związane ze zmianą, czy to w gronie bliskich osób, czy na jednej  z facebookowych grup, gdzie w tej chwili przetacza się fala postów  opisujących absurdy i trudności organizacyjne, z jakimi zmagają się nauczyciele. 
  2. Dobrze pomyśleć o tym, by mieć w gronie w pracy życzliwe i wspierające osoby. Prawda jest taka, że wszyscy przechodzimy transformację i  trudności związane ze zmianą, więc wszystkim jest trudno. Spotkajcie się od czasu do czasu w nieformalnym gronie, pogadajcie. Łatwiej przejdziecie przez zawirowania transformacyjne. 
  3. A może dołączysz do jednej ze wspomnianych facebookowych grup, by czerpać inspiracje, wymieniać się pomysłami, konsultować swoje idee z innymi podobnymi Tobie osobami. Ja mogę zaprosić Ciebie do Grupy Eduzmieniaczy – kliknij. Pamiętaj, w grupie raźniej, szczególnie gdy w gronie trudno znaleźć bratnią duszę. 
  4. Twórz atmosferę sprzyjającą uczeniu się w swojej klasie. To Ty za nią odpowiadasz, a nie dyrektor. Postaw na budowanie relacji, współpracę, wykorzystuj ciekawe metody. I nie bój się zmieniać swego warsztatu. Błędy są wpisane w proces zmian, a inspiracje znajdziesz w wielu miejscach, może tutaj, a może na blogu Superbelfrów RP.  W sieci wiele jest blogów prowadzonych przez kreatywnych belfrów, którzy chętnie dzielą się pomysłami.
  5. Wykorzystaj zmianę w konstruktywny sposób. Zaplanuj ciekawe lekcje, klasowe wydarzenia, stwórz nowy program wychowawczy dla klasy, wymyśl innowację. Włącz uczniów do planowania i działania. 
  6. Nie bądź bierny na posiedzeniach rady. Włącz się w dyskusję! Wiem, dyrektor nie chce słuchać, ludzie się denerwują, ale próbuj! Warto! A może sam/a zaryzykujesz i wystartujesz w konkursie na dyrektora szkoły. Znam coraz więcej takich sytuacji, gdzie frustracja i brak możliwości działania dodała energii nauczycielom i dokonali zmiany. Ja też jestem tego przykładem.

Jestem świadoma, że trudności jest więcej, są bardziej złożone i nie ma na nie prostej recepty. To, co przeraża mnie ostatnio to nadgorliwość niektórych dyrektorów we „wdrażaniu” zmian i nadinterpretacja wymagań. Ich decyzje, jak choćby ta, by do rozkładu nauczania każdego przedmiotu dopisywać, o jakich wartościach będzie się mówiło na lekcji, zalatują Mrożkiem.

Z drugiej strony każda zmiana sprawia, że mamy możliwość zdefiniować rzeczy na nowo. Wykorzystajmy to! 

Zmiana zaczyna się od nas i jeśli uwierzymy, że nasza codzienna praca z młodzieżą (aktywna, mądra, twórcza,przyjazna) jest bardzo ważna, to my zmienimy edukację, a nie politycy. 

 

„Budowanie szkoły od nowa to fantastyczne wyzwanie” – rozmowa ze mną  w „Dzienniku Bałtyckim” 

 

 

 

 

 

doświadczeniadyrektor na miarę czasów

Subiektywny poradnik eduzmieniacza

Mogę śmiało napisać, że eduzmieniacz ma zmianę wpisaną w nazwę, w swe istnienie, w swoją osobowość. Nie oznacza to jednak wcale, że każda zmiana przychodzi mu  łatwo i nie doświadcza chwil zwątpienia. Co to to nie! Co robić, gdy na przykład z eduzmianą się nie zgadzamy, a trzeba ją przyjąć, oswoić, a nawet żyć z nią na co dzień? Oto mój subiektywny poradnik „Jak przeżyć zmianę i nie zwariować”, czyli zapis refleksji wynikających z codziennych, czasem niełatwych sytuacji.

Zmiana w przypadku mojej szkoły dotyczy transformacji z gimnazjum w liceum, a potem (za dwa lata)  przejście do nowo tworzonej placówki w innej dzielnicy i stworzenie zespołu szkół. Wyzwaniem są z pewnością kolejne dwa lata, kiedy dość drastycznie schodzimy z liczby oddziałów. Emocji jest wiele. Tym bardziej, że nasza szkoła jest najstarszą placówką w mieście, położoną w ścisłym centrum, z którego za dwa lata wyjdzie, tracąc swój numer jeden i zamykając 90-letni rozdział w historii gdyńskiej edukacji.

Tak, jak napisałam wcześniej, możemy nie zgadzać się ze zmianą, ale musimy z nią żyć. Tym, co pomaga mnie osobiście w całej sytuacji właśnie dzisiaj się podzielę. Fakt jest taki, że zmiana definiuje rzeczywistość na nowo i często możemy mieć wpływ na to, jak ją na nowo kształtujemy. Ja mam takie poczucie, choć również nie jestem wolna od złości i chwil zwątpienia. O czym warto pamiętać? 

  1. Nie jesteśmy sami! W zmianie towarzyszą nam inni ludzie. Warto rozejrzeć się dookoła siebie i znaleźć tych, którzy są dla nas wsparciem. To również taki moment, by zdecydowanie odsunąć od siebie osoby jątrzące, podkręcające nerwową atmosferę. Owszem, można ponarzekać, ale później  skupmy się na wyzwaniach i …
  2. Poszukajmy nowych rozwiązań!  Ja do tych poszukiwań zaprosiłam młodzież, nauczycieli oraz przedstawicieli uczelni i biznesu. Każdy z nas do dyskusji nad nową szkołą wniósł swoje doświadczenie. Młodzież podzieliła się oczekiwaniami, kadra zdefiniowała swe mocne strony, a „pozaszkolni” eksperci wskazali obszary, w których mogą nam pomóc w przybliżaniu szkoły rynkowi pracy. Sięgnęliśmy do bogatych zasobów ludzkich, a praca zespołowa wciąż przynosi nowe efekty.
  3. Możemy stworzyć coś nowego! My to właśnie robimy.  Procesowi kreowania nowej szkoły towarzyszą różne uczucia – od radości z ciekawych pomysłów po lęki związane z ewentualnym  brakiem chętnych uczniów. Jedno jest pewne – tworzymy nowy ład, możemy pozbyć się złogów starych i czasami nieadekwatnych do rzeczywistości przyzwyczajeń. Mamy doświadczenie, więc wiemy, co nam nie służy. A że nie jest łatwo, to normalna sprawa,
  4. Otwórzmy się na ciekawą współpracę! Chcąc stworzyć liceum, którego nie ma na mapie miasta, po pierwsze otworzyliśmy się na opisany wcześniej dialog z różnymi środowiskami, który zaprocentował kolejnymi pomysłami i propozycjami współpracy szkoły z biznesem. Dzięki temu już od września rozpoczniemy dwa pilotażowe projekty informatyczne – jeden dotykający kompetencji miękkich, drugi „twardej” informatyki z robotami i sensorami w tle. Właśnie definiujemy ramy współpracy i obmyślamy szczegóły działań. My, czyli niewielki interdyscyplinarny zespół nauczycieli i przedstawicieli firmy.
  5.   Prośmy o pomoc! Nigdy nie miałam z tym problemu w swym dyrektorskim życiu, tym bardziej teraz, gdy chcę zabezpieczyć pracę dla nauczycieli, stworzyć ciekawą szkołę, czy po prostu przygotować pierwszy w mym życiu arkusz organizacyjny dla liceum. Ostatnie tygodnie to świadectwo ogromnej życzliwości ludzi, którzy naprawdę pomagają.

C.D.N.

doświadczeniainspiracjeprzestrzeń do zmian

Sztuka i sztuczki – tak się zmienia szkołę! Zobacz, jak to robią w Lęborku!

Szkolna przestrzeń może być ciekawa i gustowna. Zbudowana wokół niebanalnego pomysłu i inspirująca. Nie kopiująca, a prawdziwie autorska. O tym, jak to się robi, opowiedziały mi dzisiaj Ania i Basia  z Gimnazjum nr 1 w Lęborku.

Trendwatching to jest to!

Ania i Basia – nauczycielki z lęborskiego Gimnazjum nr 1, to pomysłodawczynie odmienionego i nietuzinkowego oblicza  szkoły. Zdradzę od razu, że niestety nie całej, ale wielu jej miejsc i zakamarków. Nie podążają za trendami, ale je wyprzedzają, wykorzystując przy tym wszystko to, co wpadnie w ich ręce i artystycznie poukłada się w głowie. Nie kopiują innych, ale robią coś swojego. Co więcej,  wymyślony motyw przewodni służy innym inicjatywom i inspirowaniu dzieciaków. Tutaj nie efekt końcowy jest celem, ale proces powstawania. Jeden pomysł ciągnie za sobą kolejne, a praca jest niezwykle ciekawa, bo w pewien sposób nieprzewidywalna, a jedne „otwarte drzwi wiodą do trzech  następnych”. W działaniach pań uderza koncepcja i smak, a w procesie wspierają je niesamowici ludzie. To sprawa talentu, ale również pasji i rozwijania swych zainteresowań, jak choćby poprzez udział w targach i imprezach związanych z designem w Polsce i Mediolanie.

Wszystko zaczęło się od lodówki

A raczej projektu „Lodówka”. 8 lat temu Ania i Basia postanowiły namówić młodzież do udziału  w konkursie  Microsoftu i wygrać laptop dla utalentowanego ucznia – grafika. Pomysł nietuzinkowy i bardzo innowacyjny, a mianowicie kolekcjonowanie zdjęć wnętrza lodówek z całego świata z podziałem na żywność różnego rodzaju, w tym organic czy fair trade. Idea pomysłu tak się rozwinęła, że w blogowej przestrzeni znalazły się fotografie wnętrz lodówek podróżników, polarników ze Spitzbergenu, a także z łodzi podwodnej czy  banku genów. Celem projektu była refleksja nad tym, co jemy. A jego częścią między innymi Extreme Food Festiwal, w czasie którego cała szkolna społeczność miała okazję skosztować egzotyczne jedzenie, a wszystko to za pieniądze z nagród konkursowych. Tak więc uczniowie z Lęborka jedli żywność dla astronautów, pakiety dla wojsk, a nawet stuletnie jajka, małże, ośmiornice i inne specjały rodem z azjatyckiej kuchni.

Dzięki projektowi Ania i Basia, a wraz z nimi i społeczność szkolna, nawiązały współpracę z Beatą Pawlikowską, która napisała o swoich różnościach znajdujących się w jej lodówce, a  o lęborskim projekcie opowiedziała na antenie radia. Jedną z wielu ciekawych relacji nawiązanych dzięki twórczej i innowacyjnej pracy pań była znajomość ze Stephanie de Rouge, profesor Akademii Fotografii z USA. A wszystko to dzięki…a może przez lęk przed posądzeniem o plagiat. Otóż pewnego sylwestrowego popołudnia Basia odkryła w Internecie fotograficzny projekt autorstwa Stephanie de Rouge. Artystyczne fotografie ukazujące wnętrza lodówki w zestawieniu z jej właścicielem. Wiadomość wysłana do słynnej fotografki uspokoiła obie panie. Artystka zainteresowała się działaniami lęborskiej szkoły, udostępniła swoje zdjęcia na potrzeby projektu a Basia miała przyjemność spotkać się z nią podczas pobytu za oceanem. Jak widać, artystyczne dusze się przyciągają, a ciekawe i czasem podobne pomysły mogą zrodzić się wszędzie.

Mamy szczęście do ludzi

Każdy kolejny projekt, jak choćby realizcja marzenia o pomocy przy budowie satelity satelity (o czym więcej wkrótce), czy aranżowanie przestrzeni w szkole oznacza współpracę z wieloma osobami. Pomagają nam uczniowie, rodzice, nauczyciele, pracownicy szkoły, a także nowo poznawani przy różnych okazjach przyjaciele naszych działań. Dzięki pracy projektowej miałyśmy wielkie szczęście poznać cudownych, bezinteresownych ludzi w całej Polsce. Nasze projektowe działania zaowocowały powstaniem Art+ Studia, w które angażują się również inni nauczyciele, jak choćby miłośniczki robótek ręcznych,  i inspiratorki wystroju szkolnej stołówki – Ania i Iza, które każdego roku organizują w naszej szkole niezwykle estetyczny kiermasz świąteczny.

Problem z przestrzenią

Polska szkoła jest niegustowna. To nie dotyczy nawet braku funduszy, a spojrzenia na przestrzeń i możliwości, jakie ona daje. Bo przecież przestrzenią można się bawić.  W Gimnazjum nr 1 w Lęborku na szczęście coraz więcej miejsc pociąga swą przyjazną aranżacją. Kolejne wyzwanie to metamorfoza biblioteki, a w niej motywem przewodnim będzie – upiór na rowerze. Bo rower jako symbol jest w tej szkole  dominujący. Najstarszy egzemplarz, bo bodajże z lat czterdziestych, dumnie stoi w sali pracy przy bibliotece.

To nasz ostatni projekt!

Tak powtarzają od czasu do czasu obie panie. Na szczęście ta obietnica im nie wychodzi, bo pasja i chęć artystycznego angażowania młodych utalentowanych ludzi jest silniejsza od zmęczenia. Przecież zmiana nie jest łatwa, nie każdy rozumie jej sens, nie każdemu też taki styl musi się podobać.

Na zakończenie dodam, że mój zachwyt nad twórczością Ani i Basi jest tym większy, że poza bawieniem się przestrzenią z młodzieżą, robią wiele fantastycznych, innowacyjnych i wręcz kosmicznych  projektów. Ich wyobraźnia i inwencja  wydają  się nieograniczone. A przede wszystkim tak jak ja wierzą, że ważny jest proces, a nie produkt końcowy. A w szkole nie wynik jest najważniejszy, a rozwijanie pasji i kompetencji przydatnych w prawdziwym życiu.

Zdjęcia ze zbiorów Ani i Basi, część  autorstwa Urszuli Kałużnej. 

doświadczeniainspiracjeprzestrzeń do zmian

Przestrzeń w szkole – inspiracje

Lęborskie Gimnazjum nr 1 z pewnością jest inspirujące i imponujące w obszarze kreowania przestrzeni przyjaznej, twórczej i pełnej smaku. Nie zawsze jednak znajdziemy w swoim otoczeniu kogoś, kto w tak fachowy sposób podejdzie do tematu wnętrz, nie oznacza to jednak, że mamy się poddawać i nie zmieniać szkolnych sal i korytarzy. Dzisiaj garść inspiracji z Gimnazjum nr 1 w Gdyni, gdzie od ponad dwóch lat zmieniamy siebie i przestrzeń, w której działamy.

Sala bez drzwi – mieści się nieopodal portierni, tuż pod okiem pani woźnej. Przez lata była zamkniętą strefą, magazynem dla nieużywanych mebli. Zmiana dyrekcji, a tym samym zwrot w życiu szkoły sprawiły, że zaczęliśmy otwierać to, co zamknięte, dając przestrzeń. Najpierw specjalnym wałkiem odmalowaliśmy ściany, wstawiliśmy stoliki, jakimi dysponowaliśmy, zawiesiliśmy półkę staruszkę, bo osiemdziesięciolatkę, uczniowie wykleili kolaż na ścianie i ruszyliśmy. Rada Rodziców dokupiła stoły i sofa, jedna z mam ofiarowała kilkadziesiąt poduszek i tak rozpoczął się nowy rozdział w życiu dawnej sali 07. Z czasem stanęła tutaj skrzynka inspiracji, zawisł  też sznurek pomysłów, dzięki czemu Samorząd Uczniowski w tak nieformalny sposób (dodatkowo) zbiera pomysły od uczniów dotyczące ich potrzeb i propozycji zmian. 07 jest miejscem spotkań, warsztatów, pracy projektowej. W tym roku jego profil nieco zmieniło zwiększone zapotrzebowanie na obiady, zatem sofy musiały „wyjść” na hole i poddasze. Zobaczcie, co tu m.in.  robimy.

Poddasze – przez lata niedostępne dla uczniów, no może poza lekcjami w-f (zdezelowane stoły do tenisa stołowego oraz bezużyteczne resztki siłowni). Dzięki wsparciu Rady Rodziców kupiliśmy nowe stoły do tenisa stołowego, sofy, stoliki, lampy. Dodaliśmy jeszcze magazyny z biblioteki, trochę książek i gry planszowe. W zeszłym roku uczniowie zaproponowali, by była to strefa offline. Dzisiaj w związku ze zmianami w przestrzeni służącej socjalizacji na nowo toczy się dyskusja, które miejsce ma być offline, a które nie. Niby brzmi tak łatwo to, co napisałam o otwarciu poddasza. Łatwo jednak nie było, bo… Otwarta przestrzeń to dodatkowe dyżury nauczycieli na przerwach (wprowadzaliśmy to stopniowo – najpierw na długich przerwach). Pozwolenie uczniom na granie w czasie przerw w tenis stołowy spotkało się ze sprzeciwem części nauczycieli: „Jak to? Zniszczą! Nie można”. Tutaj taka refleksja – nie chcemy, by młodzież była przyklejona do telefonów komórkowych, ale często nie rozumiemy, że warto dać jej coś w zamian. Co przerwa toczy się wyścig z czasem, kto pierwszy zdobędzie stół i zagra. U nas to zagrało, ale walka z mentalnością części dorosłych nie była łatwa. Dzisiaj tę przestrzeń wykorzystujemy także do organizowania nocy w szkole, które stały się u nas bardzo popularne, nie kosztują nic, a wspaniale integrują zespół klasowy.

Sale lekcyjne – powoli zmieniamy i te. Mam na myśli nie tylko wygląd ścian, ale ustawienie ławek na takie, które służy pracy w grupach. Długa droga jeszcze przed niektórymi z nas. Zdarza się, że ustawione w wyspy ławki wciąż wracają do tradycyjnego ustawienia. To pokazuje, że czasami otwarte spojrzenie dyrektora szkoły to za mało na start, ale jak wiemy, wszystko jest procesem. Co więcej, za dwa lata przenosimy się do nowiutkiej szkoły, a tam wszystko będzie zaaranżowane na potrzeby edukacji XXI wieku:)

Biblioteka – o niej było bardzo dużo w ostatnim poście. Kliknij i przeczytaj. 

Gabinet dyrektora – tutaj dominuje  duży stół, wokół którego spotykamy się z uczniami, rodzicami, nauczycielami i gośćmi, by rozmawiać, rozwiązywać problemy i wspólnie zmieniać Jedynkę. Na ścianie zagościły pamiątki związane z naszą prawie dziewięćdziesięcioletnią szkołą. Ściana przyciąga uwagę, a o rzeczach na niej widniejących długo mogą opowiadać uczniowie, którzy w ramach Festiwalu Open House oprowadzają gości po szkole. 

A już wkrótce o przestrzeni wokół szkoły – o naszym kole ogrodniczym oraz klasie pod chmurką.