Tag: zarządzanie zmianą

doświadczeniadyrektor na miarę czasówrefleksje

Rzecz o moich porażkach

Porażka z reguły jest sierotą. By przełamać ten zwyczaj, dzisiaj podzielę się moimi błędami dyrektorskimi. A co! To postanowienie zrodziło się po wczorajszych warsztatach z mentoringu dla dyrektorów, którzy biorą udział w Pomorskiej Akademii Liderów Edukacyjnych organizowanej przez CEN.  Zrobię  to, do czego namawia dyrektor fińskiej szkoły, którą niedawno odwiedziłam. Mawia on: „Popełniłeś błąd? CUDOWNIE! Opowiedz, jak to się stało i pomóż nam uniknąć Twoich błędów”. Tak więc opowiadam, bo o sukcesach dyrektora – eduzmianiacza  już było. Gwarantuję, że porażki są ciekawe. No i rozwijające. 

  1. Porażka zwana „Zosią- Samosią”. Czy znacie to przekonanie, że któż, jak nie wy, zrobi wszystko najlepiej? Przecież musicie dopilnować wszystkiego, za wszystko odpowiadacie.  Nieważne, czy to organizacja szkolnego wydarzenia, warsztaty dla nauczycieli, czy może prowadzenie strony internetowej. Nie mówię oczywiście o innych, bardziej przyziemnych obowiązkach. Pierwszy rok mojej pracy jako dyrektora to mgliste wspomnienie wydarzeń, owszem, działo się wiele, zmiana była wpisana w każdy dzień, ale oprócz niej ciągła presja odpowiedzialności za dopilnowanie wszystkiego. Zamykałam rok i padałam na twarz. A potem? Odpuściłam sobie. I bynajmniej nie zmniejszyło się moje zaangażowanie, po prostu zaufałam innym. I nie zawiodłam się. 
  2. Niedzielenie się odpowiedzialnością. To trochę łączy się z pierwszym opisanym błędem, jednak tutaj co innego stanowi clou sprawy! A mianowicie. W pierwszym roku pracy zgubiła mnie otwartość na problemy wszystkich dookoła. Rodzice przychodzili do mnie ze wszystkimi możliwymi kwestiami. Drzwi się nie zamykały, a my z panem wicedyrektorem  praktycznie nie wychodziliśmy z pracy. Oczywiście, kontakt z rodzicem jest bardzo ważny, ale od czego w takim razie są w szkole: wychowawca, psycholog czy pedagog? Tutaj wdrożyliśmy doświadczenie przywiezione z jednego ze szkoleń dla dyrektorów. Dyrektor ma być obecny, ale stanowi ostatnie ogniwo w łańcuszku problemów. Na pierwszej linii jest bowiem wychowawca klasy, którego wspierają pedagog i psycholog. A kiedy to nie wystarcza, do akcji wkracza dyrektor. To prawda. Bo przecież kiedy dyrektor będzie pierwszym ogniwem, to co zrobimy, gdy on zawiedzie?  
  3. Odwlekanie pewnych (czasami trudnych) decyzji. Dwa i pół roku nauczyło mnie, że powinnam ufać swej intuicji. Kiedy mówi ona, że czas działać, to działam. Brzmi enigmatycznie? Powiem o jednej sytuacji, choć było ich kilka, jednak ze względu na kontekst „koleżeński” chcę być delikatna. Zbyt późno podjęłam decyzję o rezygnacji z papierowego dziennika, skazując naszą kadrę na wypełnianie dwóch: elektronicznego i właśnie papierowego. Wsłuchałam się w głos osób, dla których zmiana była zbyt trudna, a dziennik elektroniczny wydawał się sytuacją nie do przejścia, pomimo, że od jakiegoś czasu funkcjonował już w naszej szkole. Okazało się, że pomoc nauczycielom, konsekwencja w egzekwowaniu zapisów i determinacja wicedyrektora sprawiły, że poradziliśmy sobie z e-dziennikiem świetnie. A podwójne dokumentowanie naszej pracy było uciążliwym przekleństwem. 
  4. Unikanie konfrontacji. Przyszedł  taki moment, gdy z koleżanki stałam się przełożoną. Odwieczne problemy  szkolne ze stylem pracy niektórych nauczycieli stały się moimi problemami, co było szalenie trudne. Zanim wypracowałam sobie wewnętrzną siłę, by stawić czoła tym najbardziej betonowym osobom, zajęło to trochę czasu. By uniknąć mojego doświadczenia z tym trudnym początkiem w konfrontowaniu rzeczywistości, z pewnością warto się do tego przygotować, korzystając choćby z porad bardziej doświadczonych osób. Dziś nie mam z tym większego problemu, rozmawiam o faktach, oczekiwaniach, uczuciach i konsekwencjach. Doświadczenie szkoleniowe oraz to z codziennej pracy bardzo pomaga  mi w udoskonalaniu tej umiejętności. 
  5. Szybkie  podejmowanie decyzji – czasem trzeba tak zrobić, jeśli jednak sprawa dotyczy problemów międzyludzkich, jest to niewskazane. Z jakiegoś szkolenia dotyczącego przywództwa edukacyjnego przywiozłam „złotą radę” – najpierw trzeba się przespać z problemem, a dopiero później podejmować decyzję. I to staram się w swojej pracy czynić. Decyzje podejmowane naprędce z reguły nie były zbyt trafne.
  6. Ewaluacja kilku aspektów pracy szkoły – o tak, ta zaplanowana w pierwszym roku pracy nam „wyszła”. Zawaliliśmy siebie ankietami, planując później naprawę tak wielu aspektów pracy szkoły naraz. Tak się nie da! Najlepiej zbadać jeden obszar i potem skupić się na jego ulepszaniu. Udoskonalenie tego jednego aspektu pociągnie za sobą kolejne, zadziała jak efekt domina. Gdy chcemy od razu badać i naprawiać wszystko, polegniemy lub po prostu padniemy ze zmęczenia. 
  7. Mierzenie innych swoją miarą. No przecież jeśli większość chciała zmiany, to teraz powinna być zadowolona. Przecież jeżeli ja się uczę i rozwijam, to inni też powinni tak robić. Stop. Stop. Stop. Inne doświadczenie życiowe, inne oczekiwania, inne potrzeby, to wszystko sprawia, że nasze najwspanialsze plany mogą nie znaleźć zrozumienia u innych. Warto wtedy zatrzymać się, rozmawiać, wyjaśniać, komunikować rzeczywistość na nowo. A przy tym stale budować relacje i opierać się na sojusznikach zmian i tych, co myślą podobnie. 

CDN…

doświadczeniainspiracjerefleksje

Refleksje dyrektora – eduzmieniacza – cz.3.

Ostatnie dwa tygodnie, dzięki  wizytom wielu osób odwiedzających moją szkołę, zmusiły mnie do jeszcze głębszej refleksji nad zmianami, które udało nam się w szkole wdrożyć. Po raz kolejny dotarło do mnie to, jak wiele nam się udało, pomimo tego, że nie było łatwo. Dzisiaj jestem po serii spotkań z całą społecznością szkolną – wszystkimi klasami (osobno pierwszymi, drugimi i trzecimi), czymś na kształt apeli, w czasie których podsumowuję ostatnie miesiące, mówię o zmianach, przypominam o zasadach, a przede wszystkim dziękuję za aktywność i publicznie gratuluję osiągnięć. Myślę, że to również ważny moment w życiu szkoły (współ)tworzonej przez uczniów. Dodam, że w czasie tego spotkania odpowiadam także na ich pytania. Kontakt twarzą w twarz ze wszystkimi uczniami pokazuje charakter grup. Drugie i pierwsze klasy, które miały szczęście zacząć od początku  w  „zmieniającej się  szkole”, są bardziej aktywne, otwarte, zaangażowane i inicjatywne. W trzecich klasach dużo trudniej o te wymienione cechy, choć na szczęście ponad połowa trzecioklasistów angażuje się w życie szkoły.

Na mojej liście ważnych aspektów powodzenia zmiany w szkole czas na kolejne.

  1. Stworzenie przestrzeni do działania. Taką w naszej szkole mają uczniowie, nauczyciele, rodzice, absolwenci oraz osoby ze środowiska otaczającego szkołę. W praktyce oznacza to, że nie tylko jesteśmy otwarci na pomysły, ale znajdujemy czas na dyskusję nad nimi,  a przede wszystkim wspieramy siebie nawzajem w ich realizacji. Za nami akcje dobroczynne, bal trzecich klas, Dzień Otwarty, warsztaty, spotkania i koncert. Oddanie przestrzeni przynosi inicjatywy, o jakich nawet nie śmielibyśmy marzyć, a poczucie sprawstwa daje wszystkim stronom pewność siebie i rozwija kompetencje społeczne. A  to w naszej szkole jest bardzo ważne!
  2. Dzielenie się przywództwem. Chociaż formalnie decyzje w szkole podejmuje dyrektor, istnieje wiele możliwości i sytuacji, by zaprosić do szukania rozwiązań i podejmowania wspólnych decyzji innych.  Mądre dzielenie się przywództwem sprzyja rozwojowi osób zaangażowanych, a tym samym przyczynia się  do rozwoju szkoły. Dodam, że jest to proces, czasami niełatwy, bo po pierwsze często dyrektorzy są nauczeni kontrolowania i kierowania placówką w sposób autorytarny, a po drugie nieprzyzwyczajeni do partycypacji nauczyciele, uczniowie i rodzice często na początku nie mogą odnaleźć się w roli osób współdecydujących. To jednak mija. Warto dodać, że w głównej mierze powodzenie tej misji  zależy od mądrości i świadomości dyrektora. No i oczywiście dobrej komunikacji oraz odejścia od kultury celebrowania błędów na rzecz wyciągania z nich wniosków i myślenia o przyszłości.
  3. SLOW. Ci, którzy mnie znają, z pewnością zaśmieją się teraz, bo z reguły słyszę: „zwolnij”. Proszę mi jednak wierzyć, pomimo nadmiaru energii życiowej i dość szybkiego tempa pracy, wiem, kiedy trzeba SLOW. W pierwszym roku zmian zasada brzmiała: „najpierw chętni/dla chętnych”. Do nowości nie zmuszałam, proponowałam tym, którzy byli gotowi podjąć to wyzwanie. Tak było na przykład z odchodzeniem od uławkowienia zebrań z rodzicami czy udziałem w szkoleniu dotyczącym metod aktywizujących. Jak wcześniej pisałam, wierzę w metodę bąbli. I tak też się działo, powoli do zmian przekonywało się więcej osób. Trzeba też pamiętać, że nigdy nie przekonamy wszystkich. Są rzeczy, które po prostu trzeba robić (np. przestrzegać zasad WZO), ale są i takie, do których trzeba dojrzeć/przekonać się  – jak na przykład organizacja wycieczki przez uczniów, czy klasowa noc w szkole. Życie pokazuje, że każdy odnajduje swój rytm.

 

Po tych kilkunastu miesiącach mogę wyznać, że nasze SLOW było jednak dość szybkie, ale to zasługa fantastycznego grona i wielu liderów, którzy nabrali wiatru w żagle i uwierzyli w swe siły. Problemów i oporów  też nie brakuje, ale, jak pisałam wcześniej, najważniejsza jest masa krytyczna. A taką mamy, dzięki czemu nasze publiczne gimnazjum cieszy się w tej chwili największą w swej historii popularnością. A tym, co nas wyróżnia, jest dobra atmosfera, otwartość i wiara w to, że razem zmieniamy rzeczywistość. Nie tylko szkolną.

P.S. Wyniki też są imponujące (konkursy & egzaminy).

 

 

doświadczeniainspiracjerefleksje

Refleksje dyrektora – eduzmieniacza – cz. 2.

Czas na ciąg dalszy moich eduzmieniaczowo-dyrektorskich refleksji. Przyznam, że im bardziej próbuję poukładać myśli, tym jest ich więcej. W zasadzie pisząc mój wczorajszy post, zdałam sobie sprawę z ogromu pracy, jaki wykonaliśmy w naszej szkole. Ile rzeczy zbudowaliśmy na nowo, ile emocji temu towarzyszyło, ile rozmów, spotkań, a nawet zwątpień. Pisałam o budowaniu relacji, a nie dopowiedziałam o szukaniu sojuszników zmian, im więcej ich w gronie, tym większe powodzenie naszej misji. Nie wspomniałam też o optymizmie i entuzjazmie. A bez nich też nie pójdzie nam tak łatwo. „Razem damy radę” – to było zdanie, które często padało z moich ust. I wydaje mi się, że to dawało nam wszystkim siłę i nadzieję. Dzisiaj, o czym wcześniej nie wspominałam, możemy wspólnie świętować (I BĘDZIEMY!) tytuł „Szkoły z mocą zmieniania świata” nadany jako pierwszej szkole w Polsce przez Fundację Ashoka. Piszę o tym dlatego, że sukcesy są potrzebne, a ich celebrowanie jeszcze bardziej wzmacnia zespół eduzmieniaczy, bo pamiętajcie, że ja tylko rozpoczęłam, ale na swej drodze „change makera”  nie jestem sama. Jest ze mną przede wszystkim wicedyrektor, a także zespół ludzi: większość kadry  (z administracją włącznie), wielu rodziców, uczniów,  absolwentów, a także osób ze środowiska lokalnego.

Pierwszym sukcesem, który wzmocnił nas, były wyższe wyniki egzaminu gimnazjalnego, po latach wróciliśmy na gdyńskie podium, wbrew oczekiwaniom przeciwników zmian wieszczących, że „zjedziemy po równi pochyłej, zejdziemy na psy, nic dobrego z tego nie będzie”. Drugim sukcesem była rekrutacja, o miejsce w naszej szkole starało się 600 chętnych na 180 miejsc (ostatecznie przyjęliśmy 230 osób dzięki decyzji OP o utworzeniu dodatkowych klas). Te momenty przekonały tych mniej zdecydowanych, a nasz zespół eduzmieniaczy powiększał się. Nigdy też nie będzie tak, a z pewnością nie w publicznej szkole, że wszyscy będą zwolennikami naszego działania. Najważniejsza jest masa krytyczna, czyli zdecydowana większość, a taką w tej chwili mamy.

Rozpisałam się, a czas wracać do zapowiedzianych aspektów, które wzmacniają zmianę.

4. Jasne zasady. Nie będę się tutaj rozpisywała o procedurach, chociaż  nad nimi też oczywiście pracowaliśmy. Nie będę pisała o kwestiach WZO, chociaż jestem ich prawdziwym strażnikiem w naszej szkole (reaguję na wszystkie zgłoszone kwestie ich nieprzestrzegania). Myślę bardziej o tym, że grono ludzi, z którymi pracujemy, powinno wiedzieć, co w naszej pracy jest najważniejsze,  myślę o wartościach i oczekiwaniach. Mówienie o tym, nie gwarantuje sukcesu, ważna jest konsekwencja. Przyznam, że ten aspekt jest jednym z najtrudniejszych – ale … krok po kroku zmieniamy kulturę uczenia się oraz współtworzenia szkoły przez wszystkie strony szkolnej społeczności.

5. Uczeń ma głos. No właśnie. Z tym bywa trudno. Po pierwsze: „ale jak to?, wejdą nam na głowę”. Po drugie, ten głos powinien mieć właściwą formę, brzmieć głośno, ale trzymać się wspólnie ustalonych reguł.

Postawiliśmy na wzmocnienie roli Samorządu Uczniowskiego i przebudowanie go według demokratycznych reguł. Z pomocą przyszedł nam Program „Szkoła Współpracy”. Dzięki wspaniałej trenerce doskonaliliśmy to, co wcześniej zmienialiśmy intuicyjnie. Potem był kolejny krok, „Szkoła Demokracji”, program CEO, który pomógł nam zorganizować wybory SU i jego opiekunów według w pełni demokratycznych reguł, a dzisiaj wspiera młodzież we współtworzeniu szkolnej rzeczywistości. Tutaj jednak zatrzymam się na chwilę. Programy zewnętrzne warto realizować, trzeba korzystać z pomocy bardziej kompetentnych osób, jest tylko jeden warunek – nie bądźmy bezkrytyczni, nie podążajmy ślepo za trenerem, bo nie każdy, niestety, jest dobrze przygotowany i rozumie, że nie należy sztywno realizować przyjętego odgórnie scenariusza, bo kontekst każdej szkoły różni się od siebie. W Jedynce uczeń ma głos, od jutro będzie nawet miał „hyde-parkową” ścianę, ale rzeczywistość tworzą trzy strony: nauczyciele-uczniowie i rodzice. Tak więc ideałem jest, że spotykamy się przy wspólnym stole i działamy razem, słuchając siebie, dyskutując, spierając się i działając. Tak organizujemy największe przedsięwzięcia szkolne, jak: Dzień Otwarty, bal, koncert oraz te mniejsze, jak: noc filmowa czy gra miejska.

Uczniowie mają skrzynkę inspiracji i sznurek pomysłów, które służą do zbierania pomysłów na wydarzenia szkolne oraz sposoby ulepszenia szkolnej rzeczywistości. W zeszłym roku szkolnym wszystkie klasy pisały list do dyrektora szkoły z pomysłami na rozwój Jedynki. W tej chwili pracujemy nad zorganizowaniem wyborów Rzecznika Praw Ucznia. Ustaliliśmy również sposoby naszej komunikacji na różnych poziomach, czyli kto z kim i na jaki temat rozmawia. Nie sposób opisać wszystkich kwestii związanych z tym zagadnieniem, zachęcam do lektury starszych postów, które odnoszą się do tematu „uczniowie”. 

6. Rodzic to partner. To również ogromna zmiana w podejściu do rodziców i opiekunów. Nie zapraszamy Ich jedynie na zebrania czy na trudne rozmowy o problemach. W naszej szkole Rada Rodziców bierze udział w dyskusjach na temat codziennych spraw, a także w podejmowaniu decyzji, jak choćby tej o wyborze firmy kateringowej czy kształcie Tygodnia Tolerancji. Wszyscy rodzice zapraszani są na  spotkania ze specjalistami, „kawę z dyrektorką”, a także różnorakie warsztaty w ramach Akademii Jedynki – robienie ozdób świątecznych, szycie przedmiotów. Co więcej, rodzice też prowadzą te spotkania. W listopadzie zeszłego roku wspólnie organizowaliśmy koncert zainicjowany przez jedną ze śpiewających  mam. Organizujemy wspólne Dyżury Rady Rodziców i Dyrekcji, a sama Pani Przewodnicząca i Pani Sekretarz kilka razy w tygodniu wpadają do szkoły, by porozmawiać i wspólnie z nami podziałać.

Na zebraniach odchodzimy od uławkowienia. Rodzic nie może czuć się jak uczeń. Na początku zaproponowaliśmy taki model chętnym nauczycielom, dzisiaj większość z nich prowadzi spotkania, siedząc w kręgu i rozmawiając, a nie tylko przekazując informacje. Wierzę w to, że wkrótce „uławkowiony” rodzic będzie tylko wspomnieniem w naszej szkole. 

Ciąg dalszy nastąpi…

7. Stworzenie przestrzeni do działania.

8. Dzielenie się przywództwem.

9. SLOW.

I może coś jeszcze.

Widzę, że mój wczorajszy post spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Przyznam, że tworząc eduzmieniaczową przestrzeń na blogu, marzyłam o wymianie doświadczeń. Jak to jest w Państwa szkołach? Czy udaje się wprowadzać zmiany? Czekam na Państwa opinie.

doświadczeniainspiracjerefleksje

Refleksje dyrektora – eduzmieniacza – cz. 1.

Właśnie minęło półtora roku, odkąd rozpoczęłam drogę  przewodzenia społeczności swojej szkoły. Był to moment dość trudny ze względu na okoliczności temu towarzyszące ( o tym dzisiaj nie będę pisać). Wówczas moim marzeniem  było stworzenie innej kultury funkcjonowania szkoły – zbudowanie modelu prawdziwej współpracy, a raczej (współ)działania, gdzie każdy czuje się odpowiedzialny za naszą Jedynkę (szkołę). Postanowiłam też: rewolucji nie będzie! Jak już to ewolucja. Bardzo się myliłam. Rewolucja przyszła sama, nieplanowana.

Jeden „naprawiany” element pociągał za sobą kolejny, a stworzona, a raczej uwolniona do podejmowania inicjatywności przestrzeń, bardzo szybko przyniosła wspaniałe pomysły, projekty i wspólne przedsięwzięcia. Jedynka zaczęła się zmieniać. Oczywiście nie zawsze było łatwo, pierwszy rok był pełen kłopotów – najczęściej interpersonalnych. Wygoda płynąca z podążania utartymi schematami, lęk przed nowym –  powodowały opór i złość. Mogłabym oczywiście się tutaj rozpisać, ale jako że celem mojego tekstu jest upowszechnianie dobrych zmian, skupię się na tym, co pomaga w przezwyciężaniu kłopotów i wdrażaniu nowego w szkole. Wydaje mi się, że moje spostrzeżenia są uniwersalne, bo zmiana to proces, który rządzi się znanymi większości prawami (ukazuje to poniższy obrazek ze strony http://www.projektmotywacja.pl).

proces zmian

Pragnę też podkreślić,  że proces zmian jest w toku. Po pierwsze, wiele elementów szkolnego życia   wciąż wymaga  udoskonalenia, po drugie, szkoła jest bliska życiu, a to oznacza nieustanną zmianę, w której prężność (rezyliencja), czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków powinna być kształtowana, rozwijana i wzmacniania. Jednym słowem – zawsze będziemy żyli w zmianie. Być może moje refleksje pomogą innemu eduzmieniaczowi, który w tej chwili jest na początku drogi lub przeżywa jeden z kryzysów, które i mnie dopadały.

  1. Lider. Wszystko zaczyna się od lidera. Zgadzam się tutaj z tymi znawcami edukacji, którzy mówią, że to oddolne działania zmieniają oblicze naszej edukacji. Wierzę także w metodę bąbli, czy efekt domina (można o tym poczytać tutaj – kliknij). Jako, że lider jest początkiem, musi on również zacząć od siebie:
  • mieć wiedzę i kompetencje, otwartość na zmiany i dużą motywację wewnętrzną, by rozwijać się – to on ma być nie tylko wzorem dla innych, ale również inspiratorem działań, „wspieraczem”;
  • być kreatywny i elastyczny, jednym słowem obdarzony kompetencją prężności, czyli dostosowania się do nowych, niespodziewanych sytuacji (umieć poszukiwać rozwiązań);
  • mieć charyzmę, a przy tym kierować się wartościami;
  • być przywódcą, który nie tylko potrafi przyznać się do błędu, ale też dzielić się przywództwem;
  • mieć wysoko rozwinięte kompetencje społeczne, zdolności interpersonalne, a także odporność psychiczną. Uważam, że znajomość psychologii bardzo pomaga w pracy. Oczywiście nie musimy kończyć studiów, ale czytać odpowiednie publikacje i rozmawiać z mądrzejszymi od siebie. Będzie nam łatwiej rozumieć pewne mechanizmy, wyczuć manipulację, nie dać się „łatkom”, czyli przesiewać informacje i znajdować złoty środek.Nie tracić wiary w swą misję.

Tutaj można się również rozpisać, jednak kolejne wskazane przeze mnie aspekty również będą odnosić się do lidera.

2. Budowanie relacji. To moim zdaniem podstawa. Od tego zaczęłam. Rozpoczynałam zmianę w sytuacji kryzysu, pęknięcia w gronie, konfliktu z Radą Rodziców, nieobecności absolwentów w szkole. Tak więc nie było łatwo, a przecież chciałam, abyśmy wszyscy współtworzyli Jedynkę. Najpierw stworzyliśmy salę bez drzwi ze stołami i  sofami. Zawsze otwartą, gdzie można przyjść, popracować razem, porozmawiać, wypić herbatę lub zjeść kanapkę. Oprócz spotkań integracyjnych (uczniów i kadry) zaczęliśmy organizować mniej formalne spotkania w naszej „społecznej” sali nr 07: wspólne warsztaty (rodzice, absolwenci, uczniowie, kadra) – robiliśmy świąteczne stroiki, ozdoby świąteczne, zielone koktajle. Za tydzień będziemy szyli cuda ze starych dżinsów. Warsztaty prowadzą uczniowie, absolwenci lub rodzice. Spotkaliśmy się na „kawie z dyrektorką”, a także na „Ugotowanym piątku” (tym razem w nauczycielskim sosie z naszymi osobistymi dziećmi), gdzie od siebie nawzajem uczyliśmy się jak robić hummus i deser z mascarpone. Przy okazji mąż jednej z koleżanek przygotował dla nas koktajl arabski. Organizujemy też wspólne dyżury rady rodziców z dyrekcją. Na nasze spotkania przychodzą też przyjaciele Jedynki ze środowiska lokalnego, nasza Jedynkowa rodzina jest coraz większa. W tym roku, dzięki wsparciu rodziców, otworzyliśmy dla młodzieży poddasze, gdzie można odpocząć lub pograć w gry planszowe i tenis stołowy.

Tak budujemy relacje na różnych poziomach: U-N-R, N-R, R-N. Trzeba pamiętać, że początki są trudne, na pierwsze spotkania przychodziło niewiele osób, teraz jest ich coraz więcej. Najtrudniej przełamać się rodzicowi, który przyzwyczaił się do tego, że jego rola w szkole ogranicza się do bycia poinformowanym o wynikach w nauce i uiszczenia wpłat. Tak więc sama decyzja o przyjściu do szkoły na mniej formalne spotkanie, bywa dużym wyzwaniem.

3. Informacja i przejrzysta komunikacja. Niewiedza frustruje i z pewnością nie pomaga w zmianie. Mamy kilka kanałów informacyjnych, oczywiście poza spotkaniami zespołów, czy całej rady oraz  poza zebraniami z rodzicami.

  • e-mail – wszystkie bieżące, najważniejsze informacje dotyczące życia szkoły przesyłane są wszystkim nauczycielom na pocztę elektroniczną;
  • strona internetowa szkoły aktualizowana jest na bieżąco (nauczyciele, rodzice i uczniowie przesyłają informacje do zamieszczenia);
  • Facebook – dzięki niemu informacje o tym, co się dzieje w szkole niemalże codziennie, czasami nawet kilka razy dziennie docierają do ponad 1300 osób. Służy on  też komunikacji, na wszystkie otrzymane wiadomości odpowiadamy.
  • grupy na Facebooku – Samorząd Uczniowski, Superkadra Jedynki, grupy klasowe na poziomie uczniowskim i rodzicielskim – to narzędzia wzmacniające komunikację i współpracę.
  • e-mail służbowy nauczycieli – daje możliwość rodzicowi i opiekunowi łatwiejszego skomunikowania się z nauczycielem, wychowawcy oczywiście również  pozostają w kontakcie e-mailowym z rodzicami;
  • spotkania dyrekcji z przedstawicielami Samorządu Uczniowskiego – odbywają się w miarę potrzeb, są ustalane na bieżąco;
  • dyżur dyrekcji – wynika z wymogów administracyjnych, jednak rodzice naszych uczniów umawiają się według potrzeb – jesteśmy elastyczni.

Ciąg dalszy nastąpi, a w nim:

4. Jasne zasady.

5. Uczeń ma głos.

6. Rodzic to partner.

7. Stworzenie przestrzeni do działania.

8. Dzielenie się przywództwem.

9. SLOW.