Tag: szkoła

doświadczeniarefleksjesprawczy uczeń

7 grzechów głównych szkoły – oczyma uczennicy

Tegoroczna maturzystka

 Łazienki, zimno, stołówki (3 grzechy)

Sprawy techniczne, które zawsze będą blokowały myślenie “Szkoła jest moim drugim domem”. Kwestia filozofii czy finansów – nieistotne. Jak można skazać młodzież na spędzanie tyle czasu w zbyt zimnych pomieszczeniach? Niektórzy mają dziwny nawyk wietrzenia klas i korytarzy po KAŻDYCH zajęciach. Do toalety? Dobra, wytrzymam do domu. Stołówka? Wolę się zapłakać, niż wcisnąć w tę bezmięsną papkę w piątek…

A po co nam to?

Pytanie nasuwa mi się naturalnie na każdej lekcji trygonometrii. W gimnazjum udało nam się nakłonić nauczycielkę do wyjaśnień. Zrozumiałam wtedy, dlaczego zrobiła to tak niechętnie – w końcu na pewno nie będę stolarzem i wiem, że liczę te sinusy nadaremnie. Ale przyjemniej by się brnęło przez delty, gdyby nauczyciel klepał mnie po ramieniu i mówił “No wiem, że to trochę bez sensu…”

Matura, matura, matura

I na ten temat apele, apele, apele. Mnie zależy, rodzicom zależy, szkole zależy – to jasne. Ale zabija mnie podejście “Nie masz prawa na życie towarzyskie, narzekanie, przekładanie prac domowych. A jeśli to zrobisz, będę mieć to za złe”.

Rola nauczyciela

Moje spojrzenie: nauczyciel to nie władca klasy, tylko medium wiedzy. Hierarchie, wartościowanie, przywoływanie do “porządku” i “pionu”, kiedy ktoś chce coś zakwestionować… Żart.

Z drugiej strony – ani ja, ani żaden uczeń (któremu jednak na nauce i przyszłości zależy) nie będzie lubił nauczycieli, którzy dają sobie włazić na głowę, wchodzą w niepotrzebne dyskusje, bawią się i są niekonkretni. Choć nagrodę najgorszego typu nauczyciela zdobywa ten nadmiernie zainteresowany personalnymi sprawami uczniów.

Kwestia prestiżu

Doświadczenie w dwóch zespołach szkół o wysokim poziomie podpowiada: gimnazjum zawsze będzie traktowane po macoszemu. Ranga liceum zawsze będzie priorytetem i jego potrzeby spełniane będą w pierwszej kolejności.

doświadczeniarefleksyjny rodzic

7 grzechów głównych szkoły – oczyma rodzica – cz. II

Dzisiaj kolejne opinie rodziców i na razie ostatnie. Dyskusja na temat tego, co boli, ma moim zdaniem sens wtedy, gdy służy diagnozie, a nie narzekaniu dla narzekania, zatem, jak wcześniej pisałam, już wkrótce skupimy się na pozytywach i inspiracjach. 

Mama licealisty i ucznia szkoły podstawowej

1. Praca domowa dla rodzica. Nauczyciele chętnie zadają prace domowe obliczone na dużą pomoc rodziców w domu. Jestem na to wściekła. Uważam np. lapbooki za niezwykle rozwijającą formę pracy. Tylko dlaczego zadanej do domu? Dlaczego to ja mam szukać informacji, jak go zrobić? A nauczyciel ograniczył się do zadania i zapisania pracy? Nie pofatygował się nawet, by pokazać swoim uczniom przykładowe prace. Najbardziej bulwersujące? Informacja na stronie szkoły, ze zdjęciami o niezwykle ciekawych efektach pracy z lapbookiem…

2. Niestosowna praca domowa. Często mam wrażenie, że nauczyciel nie zdaje sobie sprawy z tego, ile czasu jego uczeń musi poświęcić na odrobienie zadanej pracy. Ciekawostka z życia mojego syna. Lekcja angielskiego. Uczniowie wykonują na lekcji około 5 zadań. Do domu nauczycielka zadaje 6. Jakim prawem pytam? Jak wygląda kolejna lekcja? Sprawdzanie pracy domowej. Reszta klasy nic nie robi. Koniec zajęć. Kolejne zadania do domu. Ciekawa byłam, jak nauczyciel zapisał temat tej lekcji. Niestety jako rodzic tę możliwość mam zablokowaną. Ciekawe dlaczego?

3. Język angielski. Moje dzieci w swojej edukacji nie miały szczęścia do języka angielskiego. Od początku założyłam, że muszę w ten przedmiot zainwestować sama. Otóż moim zdaniem nauczanie języka angielskiego w polskiej szkole to fikcja. Zaczyna się w szkole podstawowej w jednej dużej grupie. Nauczyciel nie jest w stanie zbyt wiele zrobić z tak wieloma uczniami. Od klasy czwartej nie jest lepiej. Nadal jedna grupa. Gimnazjum – jest podział na grupy. Nauczyciel ma swój system. Praca z bardzo trudnym podręcznikiem (koszt całości niemal 200 zł). Po każdej lekcji lista 100 słówek do uczenia. Oczywiście klasycznym sposobem. Na początku wejściówka. No cóż można i tak. Na koniec gimnazjum podsumowanie wyników egzaminu i podziękowania dla nauczycielki … angielskiego. Uważam, że te podziękowania należą się mi jako rodzicowi, który zadbał o edukację swojego dziecka w tym zakresie.

4. Ocenianie. Ocenianie nie pomaga uczniom się uczyć. Stopnie wyrażone cyfrą tak naprawdę nic nie znaczą. Nie wiem, co jeszcze ma zrobić moje dziecko, by umieć lepiej. Często nie mam wglądu do sprawdzianów czy prac pisemnych. Mogę je obejrzeć tylko podczas konsultacji, ale sfotografować już nie, bo jak usłyszałam jest to autorska praca nauczyciela. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Moim zdaniem nie pomaga to w nauce uczniowi, a chroni (nie wiadomo przed czym) nauczyciela. Czy naprawdę nie możemy mieć do siebie jako dorośli ludzie trochę zaufania?

5. Wywiadówki. Właściwie nie wiem po co odbywają się w szkole mojego dziecka. Wszystkiego możemy dowiedzieć się z dziennika elektronicznego. Nie znoszę siedzenia w małych ławkach, na niziutkich krzesełkach. Trochę to upokarzające.

6. Dzieci zdolne. Jestem mamą dość uzdolnionej dziewczynki, która bardzo szybko radzi sobie ze standardowymi zadaniami na lekcji. Jak dotąd żaden nauczyciel nie zaproponował jej zadań ponad program (np. takich przygotowujących do konkursów kuratoryjnych). Dlaczego? Rozumiem pracuje się z całą klasą. Jeśli jednak na kolejnych wywiadówkach słyszę, że mam zdolne dziecko i to ja mogę jej przygotowywać dodatkowe zadania, to chyba jest to nieporozumienie.

7. Oceny celujące. Nadal większość nauczycieli uważa, że ocenę celującą otrzymuje się za osiągnięcie czegoś ponad program. Jest to rzadko stawiana ocena. Co dziwne mają z nią problem nauczyciele wychowania fizycznego, zajęć artystycznych i zajęć muzycznych. Chociaż właśnie w tych przedmiotach podstawa programowa mówi o ocenianiu wysiłku i starań ucznia. Jeśli uczeń przychodzi na zajęcia wychowania fizycznego, jest przygotowany, stara się, bierze udział we wszystkich ćwiczeniach zasłużył na ocenę celującą? Czy nie? To samo dotyczy zajęć artystycznych i muzycznych. Jeśli chodzi o mnie to bardzo, bardzo ważnych. Przecież gdzie indziej dzieci mogą odkryć swój talent? Nauczyciele, nie żałujcie ocen celujących!


Mama gimnazjalisty i uczennicy szkoły podstawowej

1. Wewnętrzna blokada na zmiany. „Uczę tak od 5/10/30 lat i zawsze było dobrze”. I nagle dzieci nie umieją się dostosować do wyobrażeń nauczyciela sprzed lat. Sześciolatki do szkół – absolutnie, bo trzeba byłoby zmienić sposób podejścia do dzieci. Tablety czy komórki- nigdy w życiu, jest zakaz, a na lekcjach używajmy sprawdzonych od trzydziestu lat podręcznika i ćwiczeń. Pierwsza klasa- zawsze wszystkie klasy jeżdżą na wycieczkę do wioski indiańskiej- nie ma możliwości zmiany, choćby dzieci miały Indian w nosie, a we wspomnianej wiosce były trzy razy z przedszkolem… Byle by było niezmienne, znajomo i pewnie.
2. Nieprzyjemnie. To chyba najlepsze słowo na określenie standardowego wystroju i wyposażenia szkoły. Najpierw dziecko siedzi na zimnej podłodze przed zamknięta szatnią, bo boksy są otwierane na 5 minut przed przerwą. Potem próbuje upchnąć w przepełnionej szatni ubrania, pod klasą znów siedzi na podłodze, bo ławek tyle co nic, a biegać po korytarzu i tak nie wolno. Obiad- 10 minut stania w kolejce, a potem wpychanie w siebie tego, co się zdąży przed dzwonkiem. Jeśli kanapka, to tylko na stojąco albo na ziemi, bo stolików do jedzenia nikt nie przewidział. W końcu do domu- z ciężkim plecakiem, bo szafki w szkołach nadal nie są standardem. Gdyby dorosły pracował w takich warunkach, szybko zmieniłby pracę 🙂
3. Zadania domowe. Zmora każdego ucznia. Nie chodzi nawet o ilość, bo na ciekawe, twórcze działania zawsze się znajdzie czas. Bardziej o porażającą nudę: zadanie x ze strony y. Bez polotu, zero doświadczeń, własnych pomysłów, ciekawostek, wyzwań. Byle odwalić kolejne przykłady z zeszytu ćwiczeń.
4. Zebrania z rodzicami. Trwające kwadrans, na których wychowawca przekazuje informacje, które mógłby z powodzeniem zawrzeć w mailu, więc po kilku nikomu już nie chce się marnować popołudnia, a nauczyciel narzeka, że rodzice nie interesują się dziećmi. Zamknięte koło. Jakiekolwiek dyskusje ucinane od razu. Brak rozmów, szukania wspólnej drogi nauczyciela i rodziców.
5. Zamknięcie. Dosłownie. Dziecko wchodzi do budynku i często na osiem lub więcej godzin jest zamknięte, bez dostępu świeżego powietrza. Nieważne, jaka byłaby pogoda- dzieci nie wychodzą na żadnych lekcjach na dwór, łącznie z zajęciami wf, na przerwach również. A w szatni plakat o zdrowym życiu z wielkim hasłem: Dzieci powinny przebywać na dworze minimum trzy godziny dziennie, bez względu na pogodę. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego o liściach drzew trzeba uczyć się z podręcznika mając las za płotem, a biegać po zakurzonym korytarzu zamiast na boisku.
6. Brak kół zainteresowań. Kilka jest, ale takich, na jakie ma ochotę nauczyciel, oderwane od potrzeb uczniów. Nauczyciele tłumaczą się tym, że i tak siedzą po godzinach na zajęciach wyrównawczych. W rezultacie jeśli chcesz robić coś ciekawego- zapisz się na zajęcia pozaszkolne. Wyłącznie.
7. Brak informacji. Strona internetowa nieaktualna, bez podstawowych nawet dokumentów, nie mówiąc o aktualnych działaniach,pomysł profilu na FB nawet nikomu nie przyjdzie do głowy. Nikt nic nie wie, każdy odsyła do kogo innego. Jeśli dziecko samo dopyta i jest na tyle rezolutne, by wszystko spamiętać, to super. Jeśli nie – trudno. Masz problem.

doświadczeniarefleksyjny rodzic

7 grzechów głównych szkoły – oczyma rodzica

7 grzechów głównych szkoły to zaplanowana seria postów poruszająca bolączki edukacji. Zapytałam kilka osób – rodziców, uczniów, dyrektorów  i nauczycieli (z różnych etapów edukacyjnych) o to, co najbardziej ich „boli” w polskiej szkole. Sama jestem ciekawa, co wyłoni się z odpowiedzi. Te same bolączki? Inna perspektywa? Potwierdzenie tego, co czujemy? Zaskoczenie? Sprzeciw?  Zapraszam do lektury. 

Jasne strony szkoły już wkrótce, by nie popaść w marazm:) Bo w końcu chodzi o zmianę na lepsze, a nie o narzekanie dla narzekania. Refleksja jest nam jednak bardzo potrzebna.

Mama gimnazjalisty

1. Nauka na dwie zmiany na początkowym etapie nauczania – dla mnie tragedia. Gdy sobie ułożyłam grafik w pracy (oczywiście pod dziecko) – to po półroczu nastąpiła zmiana – na odwrót. Wszystko to,  co wypracowałam, diabli wzięli. Nauka np. od 13-17 jednego dnia, a drugiego od 8-12 – taka schizofrenia. Świetlice przepełnione, dzieci siedziały wręcz na sobie. Wynajęłam opiekunkę i zrezygnowałam ze świetlicy. Szkoła na tym etapie powinna zapewniać opiekę na czas pracy rodziców.

2. Kolejka do obiadu zajmująca  całą przerwę – tak, że nie było czasu, żeby go zjeść. Przeładowanie (w podstawówce).  Szkoda, że w szkołach nie ma teraz kuchni. Kwestia dobrego, zdrowego obiadu jest ważna (no i nie musiałabym gotować codziennie). 

3. Nauka pamięciowa zamiast szukania informacji i korzystania z dobrodziejstw  nowoczesnych technologii i własnego doświadczenia.
4. Za dużo prac domowych. Fajnie byłoby dawać nieco inne wyzwania dzieciom i młodzieży – tak, żeby zaangażować całą rodzinę i trenować pracę grupową. 
5. Zmiana nauczycieli przedmiotowców  w trakcie etapu edukacyjnego – chyba, że na lepsze, wtedy to nie grzech. 
6. Wywiadówki – nie cierpię ….. głupota niektórych rodziców mnie osłabia.
7. Ocenianie uczniów – brak  możliwości wglądu przez rodziców w pracę ich dzieci, ocena wystawiona bez informacji zwrotnej dla ucznia. Ocena pełni zbyt ważną funkcję  w szkole. Szkoła powinna dawać uczniowi radość, powinno chcieć się do niej wracać z uśmiechem na ustach, a nie tylko z bolącym brzuchem i nieprzespaną ze stresu nocą.


Mama licealisty
1. Nuda na lekcjach  – to słowo przewija się najczęściej w rozmowach z moim synem. „Jak było dzisiaj?” Odpowiedź niemalże zawsze brzmi: „Nuda. Słuchaliśmy nauczyciela, robiliśmy zadania”. 
2. Wywiadówki – nie znoszę. Zresztą unikam ich jak ognia, wolę spotkanie indywidualne z nauczycielami lub wychowawcą. Na zebraniach, na konsultacjach zresztą też siedzimy w ławkach, jak uczniowie. I taka w sumie jest nasza rola. Wszystko ogranicza się do przekazania informacji. 
3. Zadania domowe – ich ilość powala. Gdyby mój syn miał odrabiać wszystkie zadane prace, nie miałby w ogóle czasu wolnego. Wypracował sobie pewien system, wie, do którego nauczyciela nie trzeba odrabiać prac. Kombinowanie uczy go przetrwania, co jest przerażające. Marzy mi się szkoła, w której wszystko wypracowuje się w godzinach zajęć, a później jest czas na rozwijanie pasji. 
4. Ocenianie – brak jasnych kryteriów to najczęstsza sprawa, pomijając fakt, że najczęściej nie mogę dostać pracy do wglądu. Nieprzestrzeganie dostosowań. Nikt, ale to nikt nie przestrzega zaleceń poradni, monitowanie u pedagoga nie przynosi efektu. To frustrujące. 
5. Komentowanie i krytykowanie – niestety, wielu nauczycieli wciąż krytykuje i w niewybredny sposób komentuje problemy uczniów, ośmieszając przy tym młodzież. Brak jest pewnej wrażliwości. Nie zdają sobie sprawy, że mogą bardziej ranić i nakręcać problemy. 
6. Wychowanie fizyczne – niemalże jak w słynnej Akademii Weltona na wuefie z reguły wciąż panuje dyscyplina i doskonałość, a każdy, kto nie ma sportowego zacięcia… zwalnia się z zajęć, by uniknąć dyskomfortu bycia ciapą i typem intelektualisty. Na wuefie na słabość nie ma miejsca.
7. Manipulowanie – przedstawianie przez nauczyciela faktów tak, by osiągnąć swój cel. Uczenie tego, co myśleć, a nie jak myśleć. Nauczyciel wie lepiej, przepraszam – wie najlepiej. Nie znoszę tego właśnie na wywiadówkach, brak znajomości zasad przez nauczyciela często „przykrywany jest” manipulacją. 
doświadczenia

Projekty międzynarodowe – początki zmian w polskiej szkole

Brałam niedawno udział w ciekawej dyskusji na temat początków zmian w polskiej szkole. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że to projekty międzynarodowe, takie jak Socrates, a potem Comenius zapoczątkowały przemianę polskiej szkoły. Kamieniem milowym był też z pewnością Traktat Lizboński, który określił kompetencje kluczowe, wyznaczające od 2005 roku kierunek europejskim szkołom. Jakkolwiek by szumnie nie brzmiały, na szczęście wyznaczyły drogę zmian i sprawiły, że szkoły (w tym i polskie) wkroczyły na nową ścieżkę. Dla przypomnienia przytoczę wspomniane kompetencje:

  1. porozumiewanie się w języku ojczystym,
  2. porozumiewanie się w językach obcych,
  3. kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne,
  4. kompetencje informatyczne,
  5. umiejętność uczenia się,
  6. kompetencje społeczne i obywatelskie,
  7. inicjatywność i przedsiębiorczość,
  8. świadomość i ekspresja kulturalna. 

??????????????????????

Tak, jak wspomniałam na początku, na zmiany w szkole wpływ miały także projekty. Moja przygoda z Socratesem rozpoczęła się w 2006 roku, a potem – aż do 2014 przebiegała pod znakiem Comeniusa. Przedwczoraj  zakończyłam pracę nad nowym wnioskiem Erasmusa. Po drodze przeżyłam przygodę z programami: „Młodzież w działaniu” i „Polsko-Litewskim Funduszem Wymiany Młodzieży”. Muszę wyznać, że wszystkie projekty były nieocenionym doświadczeniem dla młodzieży i nauczycieli, a często także rodziców. Wiele z nich odmieniło życie niejednego uczestnika, w tym oczywiście moje.

HPIM1276.JPG

Dlaczego warto?

– praca nad projektem z rówieśnikami i nauczycielami z innych krajów pokazuje szerszy kontekst tematu (na przykład równości), poznajemy podobieństwa i różnice, a tym samym uczymy się tolerancji dla poglądów innych;

– wspólne działania inspirują, aktywizują, motywują do nauki języka obcego, uczą samodzielności i inicjatywności,  stanowią trening kreatywności i szeroko pojętych umiejętności interpersonalnych;

– odwiedziny w szkołach partnerskich, w tym pobyt u rodzin ukazuje różnice kulturowe, uczy zrozumienia  i poszanowania dla inności;

– nowe kontakty przeradzają się w przyjaźnie na całe życie.

Co z tego ma szkoła? 

Oczywiście aktywnych, zaangażowanych i bardziej świadomych uczniów, którzy nie tylko tworzą projekty, spektakle, nagrywają filmy, reklamy, ale także dyskutują, głosują online, czy organizują Flashmob na głównej ulicy miasta. Uczestnicy projektów nie boją się podejmować inicjatyw, skuteczniej działać na forum szkoły i miasta.  Uczestniczący w projekcie nauczyciele również doskonalą swój warsztat pracy, często wprowadzają innowacje i nie boją się zmian oraz wyzwań. 

projekt2

Zapraszam uczestników projektów do podzielenia się swoimi refleksjami. 

O tureckiej szkole.