Tag: superkadra

ciekawe metodydoświadczeniainspiracje

Trening twórczości – pomysły na warsztaty

To propozycja warsztatów wykorzystująca powszechnie znane zadania treningu twórczości. Wczoraj zastosowałam je na zajęciach z połową kadry mojej szkoły. Pomimo zmęczenia po wielu godzinach pracy, twórcze ćwiczenia zintegrowały zespół i sprawiły, że uczestnicy, zrelaksowani i w dobrych humorach, opuszczali szkołę. Podaję przykłady wszystkich zadań, które zaplanowałam, jednak z uwagi na zmęczenie i późną porę zrezygnowałam z części poświęconej zadawaniu pytań. Dlaczego trening twórczości? Jeśli chcemy przygotować uczniów do życia zawodowego, pamiętając o kompetencjach przyszłości, sami powinniśmy być twórczy, by później rozwijać tę cechę u młodzieży.

Czytaj dalej

ciekawe metodydoświadczeniainspiracjesprawczy uczeńtwórczy nauczyciel

Porażka matką sukcesu – uczmy uczenia się na błędach

Jest takie ładne angielskie powiedzenie: „There is no such thing as failure, only learning experiences”(Nie ma czegoś takiego jak porażka, a jedynie zdobywanie doświadczenia). Tymczasem w szkolnej rzeczywistości wytykanie błędów, a  dokładniej kultura błędu to coś, z czym stykamy się na co dzień i co niestety nie dodaje skrzydeł ani nauczycielom, ani uczniom i co z pewnością blokuje kreatywność, otwartość na zmiany, czy prężność, bez których trudno radzić sobie w prawdziwym życiu. A szkoła właśnie powinna być bliska rzeczywistości.

Kto z nas nie zna tak zwanych „morderców pomysłów”, czyli krytyczno-oceniających głosów, typu: Nie kombinuj! To nie na temat! Aleś wymyślił! Nie masz racji! Teraz nie pora na dyskusję! To już było! Nie ma czasu na to! To nie zadziała!

Zapomnieliśmy, że to właśnie na błędach, i to niekoniecznie cudzych, zdobywamy doświadczenie. Co więcej, nie unikniemy popełniania błędów i tego właśnie powinniśmy uczyć w szkole, oswajania młodzieży z porażką (jako elementem życia) i konstruktywnym wyciąganiem z niej wniosków.

Dzisiejszy post z pewnością nie wyczerpie tematu, jest głosem praktyka, który dzieli się po raz kolejny refleksją na temat konieczności zmian szkolnego ekosystemu. Szkoła powinna zaciekawiać, pobudzać do myślenia, uczyć, jak myśleć, wyciągać wnioski, podejmować ryzyko – a wszystko to w dobrej, bezpiecznej atmosferze akceptacji i szacunku, dalekiej od oceniania i negowania, a budowanej na dobrych relacjach, jasnej komunikacji i konstruktywnej  informacji zwrotnej.

Zapis warsztatów dla nauczycieli poświęconych uczeniu się na błędach

Rozpoczęliśmy od obejrzenia filmu, który zamieszczę poniżej oraz od wprowadzenia poświęconego kompetencjom przyszłości (w tym przede wszystkim prężności) oraz konieczności oswajania uczniów z konstruktywnym przeżywaniem porażki.

UCZENIE SIĘ NA BŁĘDACH – film

Kolejną część warsztatów stanowił trening twórczości, w trakcie którego obowiązywały następujące zasady: każdy pomysł był dobry, nie ocenialiśmy innych, współpracowaliśmy w miłej i życzliwej atmosferze.

  1. Rozgrzewka – ćwiczenie „Nowa tożsamość” – każdemu uczestnikowi przypięłam karteczkę na plecach z nazwiskiem znanej postaci (celebryty, bohatera literackiego, artysty, itp.). Następnie w ciągu 5 minut każdy witał się z każdym, nie mówiąc wprost, kim ta osoba jest, a przekazując sugestie w powitaniu, np. słowa skierowane do osoby z karteczką „Maryla Rodowicz” na plecach brzmiały: „Jak tam się mają kolorowe jarmarki”?
  2. Losowanie grup – losowaliśmy się przy pomocy pociętych sznurków, ja trzymałam przygotowane kawałki w ręku, a każdy chwytał jeden koniec. Dzięki temu stworzyliśmy 4 grupy. Przy dzieleniu popełniłam błąd, ale nie wpłynął on na przebieg całych warsztatów;-)
  3. Zadanie  – „Ukryta zasada” – każda z grup miała ustawić się w szeregu według znanego sobie klucza (wybranego przez grupę), np. wielkości stopy lub koloru oczu, a pozostałe grupy musiały odgadnąć ten system. Najwięcej problemów sprawiło nam odgadnięcie ustawienia według wady wzroku;-)
  4. Zadanie  – „Tysiąc definicji” – każda z grup miała za zadanie stworzyć w ciągu 10 minut jak najwięcej definicji słowa zegar. Co fascynujące, wśród bardzo praktycznych znalazły się i te bardzo metaforyczne lub i takie związane z nauczanym przez kogoś  przedmiotem. Zabawy było co niemiara.
  5. Zadanie –  Trening myślenia pytajnego. A co by było, gdyby odwrócić role i poprosić uczniów o zadawanie pytań do tekstu lub pytań, na które tekst nie daje odpowiedzi? No właśnie. Wtedy muszą oni skupić się na tekście i wykazać dociekliwością. Tak samo było i dzisiaj z belframi. Opowiedziałam nieco alternatywną wersję znanej wszystkim baśni o Czerwonym Kapturku, a następnie każda z grup, w ciągu 15 minut, zadawała jak najwięcej pytań, na które tekst nie daje żadnej informacji. Kreatywność, zaangażowanie i dobra zabawa udzieliły się wszystkim. Potem grupy wymieniły się kartkami, przeczytały wszystkie pytania, wybrały trzy najciekawsze i udzieliły na nie nieszablonowych, a nawet niedorzecznych, ale jakże kreatywnych odpowiedzi.
  6. Zadanie  „Patyczkowa historia”. Na patyczkach od lodów napisałam różne słowa, np. sekret, list, miękki kamień, i włożyłam je do pudełka. Siedzieliśmy w kręgu, każdy po kolei, niezgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, losował patyczek i dopowiadał swoje zdanie do tworzonej przez nas historii, wykorzystując wylosowane wcześniej słowo. Razem ułożyliśmy bardzo enigmatyczną, ale i twórczą historię.
  7. Zadanie  „Uczymy się na błędach” – uczestnicy zostali poproszeni o napisanie, jaki błąd popełnili w ostatnim czasie i czego dzięki temu się nauczyli. Następnie w parach opowiadali o swoim doświadczeniu. Potem przykleili swoje anonimowe karteczki na ścianie i każdy mógł podejść i zapoznać się z nimi.
  8. Refleksja, czyli to, co najważniejsze. Na zakończenie każdy, po kolei, odpowiedział na pytania: czego nowego się dzisiaj nauczył  i czego nowego dowiedział się o sobie?

Razem podsumowaliśmy zajęcia, mówiąc nie tylko o roli błędu jako możliwości zdobycia doświadczenia, ale także o tym, jak nowo poznane metody wykorzystać na różnych lekcjach. Mam nadzieję, że kolejne refleksyjne, a na dodatek zarażone pozytywną wizją szkolnego ekosystemu osoby, będą rozsiewać to, co dzisiaj wypracowaliśmy. Bo ja wciąż wierzę w słowa, że „lepiej zrobić niewiele, niż frustrować się tym, że nie zrobiło się wszystkiego”.

Obrazek – ikona wpisu – źródło.

doświadczeniarefleksjetwórczy nauczyciel

Przepis na dobrego nauczyciela

Kiedy wpiszemy w wyszukiwarkę słowa „przepis na dobrego nauczyciela” na jednej z wysokich pozycji wyskoczy nam   słynny portal z zadaniami domowymi, a tam receptura wygląda tak: „1 kg wiedzy  1 kg mądrości 20 dag wyrozumiałości  10 dag uśmiechu 50 dag cierpliwości”. Coś w tym jest, ale myślę, że przepis nie będzie tak prosty. Ja z pewnością dodałabym nieco więcej składników, co zaraz przybliżę.

Zatem jaki jest przepis na dobrego nauczyciela?

Wśród moich autorskich składników znalazłaby się jeszcze otwartość (na ucznia, na nowe, na zmiany), pasja, szacunek, motywacja do (samo)rozwoju, umiejętność pracy z innymi oraz dobra komunikacja. Dobry nauczyciel to ten, który potrafi zaciekawić swym przedmiotem uczniów oraz uczyć rozwiązywania problemów. To twórca, a nie odtwórca tych samych lekcji. Tworzy swym uczniom warunki do rozwoju, podejmowania wyzwań i doświadczania sukcesów i porażek w konstruktywny sposób. Uczy ich, jak myśleć, a nie co myśleć. Potrafi tak prowadzić lekcję, by uczniowie mogli uczyć się poprzez doświadczanie. Ktoś powie: „ideał”. Nie, to człowiek z krwi i kości, który ma prawo do popełnienia błędów – osoba na miarę naszych czasów – dynamicznych, przepełnionych informacyjnym szumem, w których każdego dnia musimy rozwiązywać problemy i podejmować decyzje. Takich belfrów nam trzeba.

Dzisiejszy post inspirowany jest moim młodym, ale jakże  bogatym dyrektorskim doświadczeniem w zmienianiu szkoły i mentalności ludzi. Po raz kolejny łapię się na tym, że choćby tworzyło się jak najlepsze warunki pracy i rozwoju, to wspomniane czynniki nie gwarantują zmiany przyzwyczajeń nauczycieli. Co więcej, wiek nie gra roli, czasem łatwiej modelować i inspirować osoby starsze stażem, niż młodych belfrów, którzy swój autorytet budują na dyscyplinie i posłuszeństwie, a czasami nawet strachu (sic!). Ogromne znaczenie ma również doświadczenie wyniesione z innych szkół. Nauczyciele przyzwyczajeni do tradycyjnego, często reżimowego modelu szkoły, bardzo często w ogóle nie potrafią odnaleźć się w przyjaznej atmosferze, gdzie relacje, dobra komunikacja  i współpraca są najważniejszymi wartościami. Wewnętrzna transformacja belfra wymaga zdecydowanej postawy dyrektora, jasnego określenia oczekiwań, godzin rozmów i wsparcia innych nauczycieli. Czasami potrzeba miesięcy, by uwierzyć w nowe i dać się ponieść zmianie, a przede wszystkim współtworzyć szkołę na partnerskich zasadach, pracując z uczniem w adekwatny do czasów sposób.  Wiadomo, nie wszystkich „przerobimy w anioły”, ale z doświadczenia wiem, że i ci oporni w końcu idą za innymi. Może tip-topami, w żółwim tempie, ale idą.

ciekawe metodydoświadczeniadyrektor na miarę czasówinspiracjetwórczy nauczyciel

Można inaczej – zespół wychowawczy warsztatowo

Powinnam teraz pakować się i kończyć przygotowania do jutrzejszej podróży na spotkanie innowatorów edukacyjnych w Irlandii, ale wciąż myślami jestem przy dzisiejszym warsztatowym spotkaniu zespołu wychowawczego, który moderowałam w innej od codziennej formule. To, co się dziś zadziało, poruszyło w pozytywny sposób moją eduzmieniaczową duszę, więc na gorąco chcę się tym podzielić. 

Z czym Wam się kojarzy spotkanie zespołu wychowawczego w szkole? Gadające głowy po kolei referujące problemy wychowawcze, protokolant sumiennie notujący informacje, sprawozdanie odfajkowane i do domu. Oczywiście praca wychowawcza w tle, rozwiązywanie problemów, spotkania, rozmowy, ale samo zebranie wychowawców mające kształt „przegadanego sprawozdania”. Jeśli tak u Was nie jest, to chylę czoła. Nie zazdroszczę, bo i my dokonaliśmy przełomu w swojej pracy zespołu wychowawczego. Ten przełom nastąpił dzisiaj.

Z pomysłem nosiłam się od półtora roku, ale było tyle innych aspektów pracy szkoły do poprawy, że kwestie zespołu wychowawczego tworzonego w nowej formule za każdym razem schodziły na dalszy plan. W końcu postanowiłam. Raz kozie śmierć. Jak nie teraz, to kiedy? Oczywiście miałam lekkie obawy, czy zaproponowane metody pracy zadziałają, czy nie napotkam oporu grupy (w sensie – „co znowu?”). Otóż nie! Nic takiego nie miało miejsca, a my wszyscy wyszliśmy zbudowani tym, co wypracowaliśmy. A ja do tej chwili przeżywam więź  i siłę naszej grupy,  którą tego popołudnia poczułam ze wzmożoną siłą.

Trzy metody i refleksja

Celem spotkania (trwało 1,5 godziny) było podzielenie się swoimi problemami oraz wsłuchanie się w rady innych, którzy nie oceniali, a rozmawiali o tym, jak można rozwiązać kłopoty wychowawcze.

Na początek przedstawienie celu spotkania i rozgrzewka. Dwa proste warm-upy, na siedząco – zabawa z imionami „Bezludna wyspa”, typu: „Jestem Oktawia, na bezludną wyspę wezmę orangutana”. Kolejna osoba, np. Kasia, musiała wziąć ze sobą rzecz na K, itd. Oczywiście nie podpowiadamy, o co chodzi. Po prostu jeśli Kasia chce wziąć rzecz na inną literę niż wspomniane K, nie może tego zrobić. Zgaduje aż do skutku.

Potem zabawa w przedstawienie się za pomocą rymu, którą podpatrzyłam od Martyny z Ashoki, która wprowadziła nas w bezpieczny i kreatywny nastrój. Ja, czyli „Oktawia, która przemawia”, znalazłam się w gronie fantastycznych osób, mających do siebie dystans, no i dużą dawkę dobrego humoru. Była i „Dorota, która rzęsami trzepota” i inne ciekawe rymy.

Najważniejszą metodą była ta nazywana metodą „odwróconego krzesła”. Dzięki losowaniu guzików 21-osobowa grupa wychowawców została podzielona na czteroosobowe grupy (jedna pięcioosobowa). Następnie każdy miał pomyśleć, z jakimi problemami mierzy się w życiu wychowawcy klasy (3 minuty), a później powiedzieć to swojej grupie. Potem pierwsza  osoba z grupy miała 4 minuty na opowiedzenie problemu ze szczegółami (swojej grupie), odpowiadając przy okazji na ewentualne pytania koleżanek i kolegów. Po tym czasie ta osoba musiała usiąść plecami do grupy (odwrócone krzesło) i posłuchać, co na temat jej problemu mówią osoby z grupy. Ci nie mogli oceniać, krytykować, a dyskutować nad sposobami rozwiązania problemu. Osoba na odwróconym krześle nie mogła nic mówić, a jedynie słuchać.

W kolejnych czterominutowych rundach każda z osób w grupie robiła to samo – opowiadała o kłopocie, a następnie słuchała grupy.

Refleksje uczestników wskazywały na ogromną wartość metody: brak oceny, poczucie, że inni też mają problemy, pomocne wskazówki, nowe spojrzenie na kłopot – to tylko część z wymienionych przez uczestników odczuć. Po każdej rundzie pytałam osoby z odwróconego krzesła o to, co czuły. To bardzo ważny moment w trakcie pracy z wykorzystaniem tej metody.

Nie fukaj! Zastosuj FUKO! Ta prosta metoda jest świetnie opisana na blogu http://karieranaobcasach.com, więc pozwalam sobie zacytować ją tutaj. U nas zadziałała, przetrenowaliśmy ją w parach i „obgadaliśmy”.

FUKO to skrót od czterech wyrazów:

  • F jak fakty

Na wstępie przywołajcie fakty i konkretne zachowanie drugiej osoby. Unikajcie ogólników i podajcie argumenty oraz przykłady zaistniałej sytuacji, które się Wam nie podobały. Bardzo ważne jest to, aby oceniać zachowanie, a nie osobę. Np. Zauważyłam, że po raz kolejny odbierasz telefon podczas wspólnej kolacji.

  •  U jak uczucia

W kolejnym kroku powiedzcie o swoich uczuciach i emocjach. Nakreślcie jaki efekt wywarło na Was dane zachowanie. Np. Jest mi smutno, że rozmowa telefoniczna jest dla Ciebie ważniejsza niż rozmowa ze mną.

  • K jak konsekwencje

Następnie skupcie się na konsekwencjach i przedstawcie wizję tego, co może się wydarzyć, jeśli druga osoba nie zmieni swojego zachowania. Dzięki czemu druga strona będzie wiedziała z jaką reakcją może się spotkać w przyszłości jeśli podtrzyma swoje negatywne zachowanie. Np. Zachowując się w ten sposób sprawiasz, że oddalam się od Ciebie.

  • O jak oczekiwania

Wyraźcie jasno swoje oczekiwania odnośnie tego co mogłoby się wydarzyć inaczej. Bardzo ważne jest, aby tak poprowadzoną rozmowę zakończyć informacją o tym, czego tak naprawdę oczekujecie od drugiej osoby. Np. Oczekuję, że następnym razem wyciszysz telefon przed posiłkiem i oddzwonisz po zakończonej kolacji.

A na koniec najważniejsze. Refleksja. Zaproponowałam rundę z pudełkiem czekoladek – czyli, z czym (oprócz czekoladki;-) wychodzimy z dzisiejszego spotkania. Refleksji było tak dużo i były tak głębokie, że szczerze się wzruszyłam. I tak mnie do tej pory trzyma, choć minęło już kilka godzin. Dlatego się z Wami tym dzielę.

PS Dziękuję moim fantastycznym koleżankom i kolegom z pracy za dzisiejsze popołudnie.