Tag: rodzice

doświadczeniarefleksyjny rodzic

Zmiana w szkole zaczyna się od nas, uczniowie i rodzice!

Tekst o zmianie, którą mamy w sobie, nie odnosił się do bardzo ważnych partnerów szkolnej rzeczywistości, jakimi są uczniowie i rodzice. Zatem naprawiam swój błąd. Zobaczmy, co mogą uczniowie i rodzice zdziałać w szkolnej rzeczywistości.

Uczeń w szkole ma wpływ na:

budowanie relacji z koleżankami, kolegami i  nauczycielami, na atmosferę w klasie i w szkole, na postępy w nauce i rozwój własny, na projekty edukacyjne, na program wycieczek i życie klasy, na wybór przedstawicieli do Samorządu Uczniowskiego, regulamin SU, wybór opiekunów SU, tworzenie gazetki szkolnej, podejmowanie inicjatyw oraz organizowanie działalności kulturalnej, oświatowej, sportowej – w porozumieniu z dyrektorem (te ostatnie kwestie gwarantuje Prawo oświatowe).

Ja rodzic mam wpływ na:

budowanie dobrej współpracy z wychowawcą, nauczycielami i dyrektorem, na wybór przedstawiciela klasy do Prezydium Rady Rodziców, na pracę Rady Rodziców, na ocenę pracy nauczycieli, na wybór dyrektora szkoły,  na organizowanie wydarzeń klasowych i szkolnych, na program wychowawczo-profilaktyczny szkoły, na wnioskowanie i opiniowanie we wszystkich sprawach szkoły (tak mówi Prawo oświatowe).

Myślę, że rola rodzica w szkole wymaga odrębnego postu, zatem obiecuję niedługo wrócić do tematu, by dzielić się inspiracjami, dobrymi praktykami, a także przykładami rozwiązywania  trudnych problemów. Współpraca szkoły z domem jest wciąż dużym wyzwaniem dla szkoły, ale dobrze zainicjowana przez obie strony może przynieść wspaniałe rezultaty.

 

 

 

doświadczeniarefleksyjny rodzic

7 grzechów głównych szkoły – oczyma rodzica – cz. II

Dzisiaj kolejne opinie rodziców i na razie ostatnie. Dyskusja na temat tego, co boli, ma moim zdaniem sens wtedy, gdy służy diagnozie, a nie narzekaniu dla narzekania, zatem, jak wcześniej pisałam, już wkrótce skupimy się na pozytywach i inspiracjach. 

Mama licealisty i ucznia szkoły podstawowej

1. Praca domowa dla rodzica. Nauczyciele chętnie zadają prace domowe obliczone na dużą pomoc rodziców w domu. Jestem na to wściekła. Uważam np. lapbooki za niezwykle rozwijającą formę pracy. Tylko dlaczego zadanej do domu? Dlaczego to ja mam szukać informacji, jak go zrobić? A nauczyciel ograniczył się do zadania i zapisania pracy? Nie pofatygował się nawet, by pokazać swoim uczniom przykładowe prace. Najbardziej bulwersujące? Informacja na stronie szkoły, ze zdjęciami o niezwykle ciekawych efektach pracy z lapbookiem…

2. Niestosowna praca domowa. Często mam wrażenie, że nauczyciel nie zdaje sobie sprawy z tego, ile czasu jego uczeń musi poświęcić na odrobienie zadanej pracy. Ciekawostka z życia mojego syna. Lekcja angielskiego. Uczniowie wykonują na lekcji około 5 zadań. Do domu nauczycielka zadaje 6. Jakim prawem pytam? Jak wygląda kolejna lekcja? Sprawdzanie pracy domowej. Reszta klasy nic nie robi. Koniec zajęć. Kolejne zadania do domu. Ciekawa byłam, jak nauczyciel zapisał temat tej lekcji. Niestety jako rodzic tę możliwość mam zablokowaną. Ciekawe dlaczego?

3. Język angielski. Moje dzieci w swojej edukacji nie miały szczęścia do języka angielskiego. Od początku założyłam, że muszę w ten przedmiot zainwestować sama. Otóż moim zdaniem nauczanie języka angielskiego w polskiej szkole to fikcja. Zaczyna się w szkole podstawowej w jednej dużej grupie. Nauczyciel nie jest w stanie zbyt wiele zrobić z tak wieloma uczniami. Od klasy czwartej nie jest lepiej. Nadal jedna grupa. Gimnazjum – jest podział na grupy. Nauczyciel ma swój system. Praca z bardzo trudnym podręcznikiem (koszt całości niemal 200 zł). Po każdej lekcji lista 100 słówek do uczenia. Oczywiście klasycznym sposobem. Na początku wejściówka. No cóż można i tak. Na koniec gimnazjum podsumowanie wyników egzaminu i podziękowania dla nauczycielki … angielskiego. Uważam, że te podziękowania należą się mi jako rodzicowi, który zadbał o edukację swojego dziecka w tym zakresie.

4. Ocenianie. Ocenianie nie pomaga uczniom się uczyć. Stopnie wyrażone cyfrą tak naprawdę nic nie znaczą. Nie wiem, co jeszcze ma zrobić moje dziecko, by umieć lepiej. Często nie mam wglądu do sprawdzianów czy prac pisemnych. Mogę je obejrzeć tylko podczas konsultacji, ale sfotografować już nie, bo jak usłyszałam jest to autorska praca nauczyciela. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Moim zdaniem nie pomaga to w nauce uczniowi, a chroni (nie wiadomo przed czym) nauczyciela. Czy naprawdę nie możemy mieć do siebie jako dorośli ludzie trochę zaufania?

5. Wywiadówki. Właściwie nie wiem po co odbywają się w szkole mojego dziecka. Wszystkiego możemy dowiedzieć się z dziennika elektronicznego. Nie znoszę siedzenia w małych ławkach, na niziutkich krzesełkach. Trochę to upokarzające.

6. Dzieci zdolne. Jestem mamą dość uzdolnionej dziewczynki, która bardzo szybko radzi sobie ze standardowymi zadaniami na lekcji. Jak dotąd żaden nauczyciel nie zaproponował jej zadań ponad program (np. takich przygotowujących do konkursów kuratoryjnych). Dlaczego? Rozumiem pracuje się z całą klasą. Jeśli jednak na kolejnych wywiadówkach słyszę, że mam zdolne dziecko i to ja mogę jej przygotowywać dodatkowe zadania, to chyba jest to nieporozumienie.

7. Oceny celujące. Nadal większość nauczycieli uważa, że ocenę celującą otrzymuje się za osiągnięcie czegoś ponad program. Jest to rzadko stawiana ocena. Co dziwne mają z nią problem nauczyciele wychowania fizycznego, zajęć artystycznych i zajęć muzycznych. Chociaż właśnie w tych przedmiotach podstawa programowa mówi o ocenianiu wysiłku i starań ucznia. Jeśli uczeń przychodzi na zajęcia wychowania fizycznego, jest przygotowany, stara się, bierze udział we wszystkich ćwiczeniach zasłużył na ocenę celującą? Czy nie? To samo dotyczy zajęć artystycznych i muzycznych. Jeśli chodzi o mnie to bardzo, bardzo ważnych. Przecież gdzie indziej dzieci mogą odkryć swój talent? Nauczyciele, nie żałujcie ocen celujących!


Mama gimnazjalisty i uczennicy szkoły podstawowej

1. Wewnętrzna blokada na zmiany. „Uczę tak od 5/10/30 lat i zawsze było dobrze”. I nagle dzieci nie umieją się dostosować do wyobrażeń nauczyciela sprzed lat. Sześciolatki do szkół – absolutnie, bo trzeba byłoby zmienić sposób podejścia do dzieci. Tablety czy komórki- nigdy w życiu, jest zakaz, a na lekcjach używajmy sprawdzonych od trzydziestu lat podręcznika i ćwiczeń. Pierwsza klasa- zawsze wszystkie klasy jeżdżą na wycieczkę do wioski indiańskiej- nie ma możliwości zmiany, choćby dzieci miały Indian w nosie, a we wspomnianej wiosce były trzy razy z przedszkolem… Byle by było niezmienne, znajomo i pewnie.
2. Nieprzyjemnie. To chyba najlepsze słowo na określenie standardowego wystroju i wyposażenia szkoły. Najpierw dziecko siedzi na zimnej podłodze przed zamknięta szatnią, bo boksy są otwierane na 5 minut przed przerwą. Potem próbuje upchnąć w przepełnionej szatni ubrania, pod klasą znów siedzi na podłodze, bo ławek tyle co nic, a biegać po korytarzu i tak nie wolno. Obiad- 10 minut stania w kolejce, a potem wpychanie w siebie tego, co się zdąży przed dzwonkiem. Jeśli kanapka, to tylko na stojąco albo na ziemi, bo stolików do jedzenia nikt nie przewidział. W końcu do domu- z ciężkim plecakiem, bo szafki w szkołach nadal nie są standardem. Gdyby dorosły pracował w takich warunkach, szybko zmieniłby pracę 🙂
3. Zadania domowe. Zmora każdego ucznia. Nie chodzi nawet o ilość, bo na ciekawe, twórcze działania zawsze się znajdzie czas. Bardziej o porażającą nudę: zadanie x ze strony y. Bez polotu, zero doświadczeń, własnych pomysłów, ciekawostek, wyzwań. Byle odwalić kolejne przykłady z zeszytu ćwiczeń.
4. Zebrania z rodzicami. Trwające kwadrans, na których wychowawca przekazuje informacje, które mógłby z powodzeniem zawrzeć w mailu, więc po kilku nikomu już nie chce się marnować popołudnia, a nauczyciel narzeka, że rodzice nie interesują się dziećmi. Zamknięte koło. Jakiekolwiek dyskusje ucinane od razu. Brak rozmów, szukania wspólnej drogi nauczyciela i rodziców.
5. Zamknięcie. Dosłownie. Dziecko wchodzi do budynku i często na osiem lub więcej godzin jest zamknięte, bez dostępu świeżego powietrza. Nieważne, jaka byłaby pogoda- dzieci nie wychodzą na żadnych lekcjach na dwór, łącznie z zajęciami wf, na przerwach również. A w szatni plakat o zdrowym życiu z wielkim hasłem: Dzieci powinny przebywać na dworze minimum trzy godziny dziennie, bez względu na pogodę. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego o liściach drzew trzeba uczyć się z podręcznika mając las za płotem, a biegać po zakurzonym korytarzu zamiast na boisku.
6. Brak kół zainteresowań. Kilka jest, ale takich, na jakie ma ochotę nauczyciel, oderwane od potrzeb uczniów. Nauczyciele tłumaczą się tym, że i tak siedzą po godzinach na zajęciach wyrównawczych. W rezultacie jeśli chcesz robić coś ciekawego- zapisz się na zajęcia pozaszkolne. Wyłącznie.
7. Brak informacji. Strona internetowa nieaktualna, bez podstawowych nawet dokumentów, nie mówiąc o aktualnych działaniach,pomysł profilu na FB nawet nikomu nie przyjdzie do głowy. Nikt nic nie wie, każdy odsyła do kogo innego. Jeśli dziecko samo dopyta i jest na tyle rezolutne, by wszystko spamiętać, to super. Jeśli nie – trudno. Masz problem.

doświadczeniarefleksyjny rodzic

7 grzechów głównych szkoły – oczyma rodzica

7 grzechów głównych szkoły to zaplanowana seria postów poruszająca bolączki edukacji. Zapytałam kilka osób – rodziców, uczniów, dyrektorów  i nauczycieli (z różnych etapów edukacyjnych) o to, co najbardziej ich „boli” w polskiej szkole. Sama jestem ciekawa, co wyłoni się z odpowiedzi. Te same bolączki? Inna perspektywa? Potwierdzenie tego, co czujemy? Zaskoczenie? Sprzeciw?  Zapraszam do lektury. 

Jasne strony szkoły już wkrótce, by nie popaść w marazm:) Bo w końcu chodzi o zmianę na lepsze, a nie o narzekanie dla narzekania. Refleksja jest nam jednak bardzo potrzebna.

Mama gimnazjalisty

1. Nauka na dwie zmiany na początkowym etapie nauczania – dla mnie tragedia. Gdy sobie ułożyłam grafik w pracy (oczywiście pod dziecko) – to po półroczu nastąpiła zmiana – na odwrót. Wszystko to,  co wypracowałam, diabli wzięli. Nauka np. od 13-17 jednego dnia, a drugiego od 8-12 – taka schizofrenia. Świetlice przepełnione, dzieci siedziały wręcz na sobie. Wynajęłam opiekunkę i zrezygnowałam ze świetlicy. Szkoła na tym etapie powinna zapewniać opiekę na czas pracy rodziców.

2. Kolejka do obiadu zajmująca  całą przerwę – tak, że nie było czasu, żeby go zjeść. Przeładowanie (w podstawówce).  Szkoda, że w szkołach nie ma teraz kuchni. Kwestia dobrego, zdrowego obiadu jest ważna (no i nie musiałabym gotować codziennie). 

3. Nauka pamięciowa zamiast szukania informacji i korzystania z dobrodziejstw  nowoczesnych technologii i własnego doświadczenia.
4. Za dużo prac domowych. Fajnie byłoby dawać nieco inne wyzwania dzieciom i młodzieży – tak, żeby zaangażować całą rodzinę i trenować pracę grupową. 
5. Zmiana nauczycieli przedmiotowców  w trakcie etapu edukacyjnego – chyba, że na lepsze, wtedy to nie grzech. 
6. Wywiadówki – nie cierpię ….. głupota niektórych rodziców mnie osłabia.
7. Ocenianie uczniów – brak  możliwości wglądu przez rodziców w pracę ich dzieci, ocena wystawiona bez informacji zwrotnej dla ucznia. Ocena pełni zbyt ważną funkcję  w szkole. Szkoła powinna dawać uczniowi radość, powinno chcieć się do niej wracać z uśmiechem na ustach, a nie tylko z bolącym brzuchem i nieprzespaną ze stresu nocą.


Mama licealisty
1. Nuda na lekcjach  – to słowo przewija się najczęściej w rozmowach z moim synem. „Jak było dzisiaj?” Odpowiedź niemalże zawsze brzmi: „Nuda. Słuchaliśmy nauczyciela, robiliśmy zadania”. 
2. Wywiadówki – nie znoszę. Zresztą unikam ich jak ognia, wolę spotkanie indywidualne z nauczycielami lub wychowawcą. Na zebraniach, na konsultacjach zresztą też siedzimy w ławkach, jak uczniowie. I taka w sumie jest nasza rola. Wszystko ogranicza się do przekazania informacji. 
3. Zadania domowe – ich ilość powala. Gdyby mój syn miał odrabiać wszystkie zadane prace, nie miałby w ogóle czasu wolnego. Wypracował sobie pewien system, wie, do którego nauczyciela nie trzeba odrabiać prac. Kombinowanie uczy go przetrwania, co jest przerażające. Marzy mi się szkoła, w której wszystko wypracowuje się w godzinach zajęć, a później jest czas na rozwijanie pasji. 
4. Ocenianie – brak jasnych kryteriów to najczęstsza sprawa, pomijając fakt, że najczęściej nie mogę dostać pracy do wglądu. Nieprzestrzeganie dostosowań. Nikt, ale to nikt nie przestrzega zaleceń poradni, monitowanie u pedagoga nie przynosi efektu. To frustrujące. 
5. Komentowanie i krytykowanie – niestety, wielu nauczycieli wciąż krytykuje i w niewybredny sposób komentuje problemy uczniów, ośmieszając przy tym młodzież. Brak jest pewnej wrażliwości. Nie zdają sobie sprawy, że mogą bardziej ranić i nakręcać problemy. 
6. Wychowanie fizyczne – niemalże jak w słynnej Akademii Weltona na wuefie z reguły wciąż panuje dyscyplina i doskonałość, a każdy, kto nie ma sportowego zacięcia… zwalnia się z zajęć, by uniknąć dyskomfortu bycia ciapą i typem intelektualisty. Na wuefie na słabość nie ma miejsca.
7. Manipulowanie – przedstawianie przez nauczyciela faktów tak, by osiągnąć swój cel. Uczenie tego, co myśleć, a nie jak myśleć. Nauczyciel wie lepiej, przepraszam – wie najlepiej. Nie znoszę tego właśnie na wywiadówkach, brak znajomości zasad przez nauczyciela często „przykrywany jest” manipulacją. 
doświadczeniainspiracjerefleksje

Refleksje dyrektora – eduzmieniacza – cz. 2.

Czas na ciąg dalszy moich eduzmieniaczowo-dyrektorskich refleksji. Przyznam, że im bardziej próbuję poukładać myśli, tym jest ich więcej. W zasadzie pisząc mój wczorajszy post, zdałam sobie sprawę z ogromu pracy, jaki wykonaliśmy w naszej szkole. Ile rzeczy zbudowaliśmy na nowo, ile emocji temu towarzyszyło, ile rozmów, spotkań, a nawet zwątpień. Pisałam o budowaniu relacji, a nie dopowiedziałam o szukaniu sojuszników zmian, im więcej ich w gronie, tym większe powodzenie naszej misji. Nie wspomniałam też o optymizmie i entuzjazmie. A bez nich też nie pójdzie nam tak łatwo. „Razem damy radę” – to było zdanie, które często padało z moich ust. I wydaje mi się, że to dawało nam wszystkim siłę i nadzieję. Dzisiaj, o czym wcześniej nie wspominałam, możemy wspólnie świętować (I BĘDZIEMY!) tytuł „Szkoły z mocą zmieniania świata” nadany jako pierwszej szkole w Polsce przez Fundację Ashoka. Piszę o tym dlatego, że sukcesy są potrzebne, a ich celebrowanie jeszcze bardziej wzmacnia zespół eduzmieniaczy, bo pamiętajcie, że ja tylko rozpoczęłam, ale na swej drodze „change makera”  nie jestem sama. Jest ze mną przede wszystkim wicedyrektor, a także zespół ludzi: większość kadry  (z administracją włącznie), wielu rodziców, uczniów,  absolwentów, a także osób ze środowiska lokalnego.

Pierwszym sukcesem, który wzmocnił nas, były wyższe wyniki egzaminu gimnazjalnego, po latach wróciliśmy na gdyńskie podium, wbrew oczekiwaniom przeciwników zmian wieszczących, że „zjedziemy po równi pochyłej, zejdziemy na psy, nic dobrego z tego nie będzie”. Drugim sukcesem była rekrutacja, o miejsce w naszej szkole starało się 600 chętnych na 180 miejsc (ostatecznie przyjęliśmy 230 osób dzięki decyzji OP o utworzeniu dodatkowych klas). Te momenty przekonały tych mniej zdecydowanych, a nasz zespół eduzmieniaczy powiększał się. Nigdy też nie będzie tak, a z pewnością nie w publicznej szkole, że wszyscy będą zwolennikami naszego działania. Najważniejsza jest masa krytyczna, czyli zdecydowana większość, a taką w tej chwili mamy.

Rozpisałam się, a czas wracać do zapowiedzianych aspektów, które wzmacniają zmianę.

4. Jasne zasady. Nie będę się tutaj rozpisywała o procedurach, chociaż  nad nimi też oczywiście pracowaliśmy. Nie będę pisała o kwestiach WZO, chociaż jestem ich prawdziwym strażnikiem w naszej szkole (reaguję na wszystkie zgłoszone kwestie ich nieprzestrzegania). Myślę bardziej o tym, że grono ludzi, z którymi pracujemy, powinno wiedzieć, co w naszej pracy jest najważniejsze,  myślę o wartościach i oczekiwaniach. Mówienie o tym, nie gwarantuje sukcesu, ważna jest konsekwencja. Przyznam, że ten aspekt jest jednym z najtrudniejszych – ale … krok po kroku zmieniamy kulturę uczenia się oraz współtworzenia szkoły przez wszystkie strony szkolnej społeczności.

5. Uczeń ma głos. No właśnie. Z tym bywa trudno. Po pierwsze: „ale jak to?, wejdą nam na głowę”. Po drugie, ten głos powinien mieć właściwą formę, brzmieć głośno, ale trzymać się wspólnie ustalonych reguł.

Postawiliśmy na wzmocnienie roli Samorządu Uczniowskiego i przebudowanie go według demokratycznych reguł. Z pomocą przyszedł nam Program „Szkoła Współpracy”. Dzięki wspaniałej trenerce doskonaliliśmy to, co wcześniej zmienialiśmy intuicyjnie. Potem był kolejny krok, „Szkoła Demokracji”, program CEO, który pomógł nam zorganizować wybory SU i jego opiekunów według w pełni demokratycznych reguł, a dzisiaj wspiera młodzież we współtworzeniu szkolnej rzeczywistości. Tutaj jednak zatrzymam się na chwilę. Programy zewnętrzne warto realizować, trzeba korzystać z pomocy bardziej kompetentnych osób, jest tylko jeden warunek – nie bądźmy bezkrytyczni, nie podążajmy ślepo za trenerem, bo nie każdy, niestety, jest dobrze przygotowany i rozumie, że nie należy sztywno realizować przyjętego odgórnie scenariusza, bo kontekst każdej szkoły różni się od siebie. W Jedynce uczeń ma głos, od jutro będzie nawet miał „hyde-parkową” ścianę, ale rzeczywistość tworzą trzy strony: nauczyciele-uczniowie i rodzice. Tak więc ideałem jest, że spotykamy się przy wspólnym stole i działamy razem, słuchając siebie, dyskutując, spierając się i działając. Tak organizujemy największe przedsięwzięcia szkolne, jak: Dzień Otwarty, bal, koncert oraz te mniejsze, jak: noc filmowa czy gra miejska.

Uczniowie mają skrzynkę inspiracji i sznurek pomysłów, które służą do zbierania pomysłów na wydarzenia szkolne oraz sposoby ulepszenia szkolnej rzeczywistości. W zeszłym roku szkolnym wszystkie klasy pisały list do dyrektora szkoły z pomysłami na rozwój Jedynki. W tej chwili pracujemy nad zorganizowaniem wyborów Rzecznika Praw Ucznia. Ustaliliśmy również sposoby naszej komunikacji na różnych poziomach, czyli kto z kim i na jaki temat rozmawia. Nie sposób opisać wszystkich kwestii związanych z tym zagadnieniem, zachęcam do lektury starszych postów, które odnoszą się do tematu „uczniowie”. 

6. Rodzic to partner. To również ogromna zmiana w podejściu do rodziców i opiekunów. Nie zapraszamy Ich jedynie na zebrania czy na trudne rozmowy o problemach. W naszej szkole Rada Rodziców bierze udział w dyskusjach na temat codziennych spraw, a także w podejmowaniu decyzji, jak choćby tej o wyborze firmy kateringowej czy kształcie Tygodnia Tolerancji. Wszyscy rodzice zapraszani są na  spotkania ze specjalistami, „kawę z dyrektorką”, a także różnorakie warsztaty w ramach Akademii Jedynki – robienie ozdób świątecznych, szycie przedmiotów. Co więcej, rodzice też prowadzą te spotkania. W listopadzie zeszłego roku wspólnie organizowaliśmy koncert zainicjowany przez jedną ze śpiewających  mam. Organizujemy wspólne Dyżury Rady Rodziców i Dyrekcji, a sama Pani Przewodnicząca i Pani Sekretarz kilka razy w tygodniu wpadają do szkoły, by porozmawiać i wspólnie z nami podziałać.

Na zebraniach odchodzimy od uławkowienia. Rodzic nie może czuć się jak uczeń. Na początku zaproponowaliśmy taki model chętnym nauczycielom, dzisiaj większość z nich prowadzi spotkania, siedząc w kręgu i rozmawiając, a nie tylko przekazując informacje. Wierzę w to, że wkrótce „uławkowiony” rodzic będzie tylko wspomnieniem w naszej szkole. 

Ciąg dalszy nastąpi…

7. Stworzenie przestrzeni do działania.

8. Dzielenie się przywództwem.

9. SLOW.

I może coś jeszcze.

Widzę, że mój wczorajszy post spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Przyznam, że tworząc eduzmieniaczową przestrzeń na blogu, marzyłam o wymianie doświadczeń. Jak to jest w Państwa szkołach? Czy udaje się wprowadzać zmiany? Czekam na Państwa opinie.

refleksje

Poradnik pozytywnego myślenia o zmianie w szkole

Zmiana nie jest łatwa. Szczególnie zmiana w szkole. Pomimo trudów, jakie niesie, warto ją wprowadzać. Specjalnie użyłam formy niedokonanej, gdyż dzisiaj nic nie jest na zawsze, a zmieniająca się w szybkim tempie rzeczywistość – oznacza niekończącą się zmianę. Zatem zamiast narzekać, warto zmienić swoje nastawienie, uwierzyć w sens przemian i nastawić się pozytywnie. W chwilach kryzysu nieoceniona może być książka „Edukacja jako odpowiedź. Odpowiedzialni nauczyciele w zmieniającym się świecie” pod redakcją Grzegorza Mazurkiewicza, która nie tylko ukazuje przykłady dobrej praktyki, ale przede wszystkim tłumaczy sens transformacji i wskazuje rolę nauczyciela. Dzisiaj, na dobry, motywujący początek wybrane wyjątki z tekstu „Nauczyciele – odpowiedzialni obywatele: poradnik pozytywnego myślenia” Grzegorza Mazurkiewicza.

Po co ta zmiana?

To pytanie, które dość często słyszę. Zaraz po nim pojawiają się wątpliwości i lęki: będzie gorzej, to nie ma sensu,   na pewno się nie uda. Choć na szczęście te głosy są w mniejszości, to z pewnością każdy nauczyciel przez moment miewa wątpliwości. 

Jak pisze G. Mazurkiewicz „[trzeba] zacząć budować szkoły w taki sposób, aby mogły autonomicznie brać udział w interpretowaniu i kreowaniu świata. (…) Szkolna społeczność, która, zamiast być miejscem wymuszonej pracy, staje się miejscem rozwoju i inspiracji. (…) Dzięki stworzeniu prawidłowego środowiska sprzyjającego uczeniu się uczniowie stają się zdolni do monitorowania, ewaluowania, optymalizowania procesu zdobywania i wykorzystania wiedzy oraz potrafią kierować własnymi emocjami i motywacją w trakcie uczenia się”. Po co ta zmiana? Aby nasze społeczeństwo było lepsze, bardziej świadome, aktywne i uczące się przez całe życie.

Zmiana szkoły, zmiana mentalności

O to chyba najtrudniej. Pierwszy problem stanowi mentalność rodziców, którzy, przyzwyczajeni do tradycyjnego modelu nauczania, nie rozumieją wartości uczenia się. Każda nowość, szczególnie metody aktywizujące, jawią się jako zagrożenie dla jakości edukacji.  Warto zwrócić uwagę na różnicę: nauczanie – uczenie się. Wymagania nowego nadzoru pedagogicznego kładą nacisk na zaangażowanie ucznia w proces uczenia się, na tworzenie sytuacji sprzyjających zdobywaniu wiedzy i umiejętności. Czasy, gdy nauczyciel nauczał, przekazywał wiedzę, a uczeń bezrefleksyjnie ją przyjmował, na szczęście odchodzą.

Kolejny problem to mentalność nauczycieli, przyzwyczajonych do starego modelu, pracujących pod presją wyników testu gimnazjalnego i realizacji podstawy programowej. Przykłady otwartych na zmiany nauczycieli pokazują, że „nowe” – nie oznacza gorsze, a metody aktywizujące i  odejście od formy wykładu przekłada się na  wzrost EWD (edukacyjnej wartości dodanej), dla niewtajemniczonych – przyrost wiedzy i umiejętności w wyniku procesu edukacyjnego.

W moim subiektywnym poradniku pozytywnego myślenia o zmianie w szkole na szczęście mogę napisać, że mentalność nauczycieli i rodziców na szczęście zmienia się. Nie jest to może szybki proces, ale wiadomo – zmiana wymaga czasu. 

Nauczyciel obywatel, kto to taki? 

Grzegorz Mazurkiewicz ukazuje nauczycieli obywateli jako osoby niezajmujące się realizacją podstawy programowej, ale pomagające uczyć się wszystkim uczniom (…), pomagające im także zrozumieć, w jaki sposób kontekst działania szkoły wpływa na ich los. Autor opisuje trzy oblicza nauczyciela obywatela:

→ intelektualisty, „który rozumie, że rzeczywistość, społeczeństwo, szkoła, są produktami sprzecznych sił i rezultatem działań ludzi – wciąż nieskończone, a więc transformowane, możliwe do zmiany. Nauczyciel intelektualista jest świadom własnych nastawień, teorii i ograniczeń, wykazuje intelektualną wrażliwość”.

→ zaangażowanego aktywisty, „kogoś, kto działa na rzecz zmiany społecznej poprzez angażowanie się i inspirowanie do wysiłku na rzecz dobra publicznego”.

→ profesjonalisty, metodyka i analityka, „kogoś, kto buduje kulturę współpracy, wspiera uczenie się profesjonalne kolegów i koleżanek, facylituje uczenie się uczniów”. 

Pozytywne myślenie o zmianie

Zmianę trzeba zaakceptować.  Należy uwierzyć w jej pozytywną wartość. Negowanie, narzekanie nic nam nie pomoże, bo i tak szkoła musi się zmieniać. A nam będzie łatwiej, gdy zaczniemy myśleć pozytywnie, skorzystamy z inspiracji i rozpoczniemy pracę nad sobą. My, czyli wspierani przez rozumiejących zmianę rodziców, nauczyciele. 

inspiracje

Akademia Jedynki, czyli jak współdziałać z absolwentami i rodzicami

projekt - Lidia Magiera

projekt – Lidia Magiera

Akademia Jedynki to wspólne przedsięwzięcie szkoły, absolwentów i rodziców. Pomysł ten przyszedł mi do głowy, gdy przygotowywałam się do konkursu na dyrektora szkoły. Moja wizja opierała się na współ(działaniu) wszystkich stron społeczności szkolnej. Co więcej, od absolwentów płynął jasny komunikat: nadal chcemy być częścią szkoły. Pomyślałam, że stworzenie przestrzeni do współpracy wszystkich stron – to jest to! Tym bardziej, że nie od dziś wiadomo – i absolwenci, i rodzice wnoszą do szkoły nową jakość – swe doświadczenie. 

Po co Akademia?

AKADEMIA JEDYNKIGłównym celem przedsięwzięcia jest pokazanie gimnazjalistom tego, co dalej, czyli co po gimnazjum. Stąd pierwsze warsztaty poprowadzone przez absolwentki (pracujące w mediach): Katarzynę Pietrzak i Paulinę Marwińską. Ich doświadczenie plus profesjonalizm i kreatywność poskutkowały  spotkaniem z trzecioklasistami – brzmiącym nieco żartobliwie” „Akademia Jedynki – kariera bez spinki”.  Kolejne spotkania z absolwentami przebiegały pod hasłem: „Co po gimnazjum?” Grupa ośmiorga absolwentów wraz z liderem Robertem Koskiem zorganizowała trzy spotkania dla trzecioklasistów, każde dla osiemdziesięciu osób. Działaniami objęliśmy wszystkie klasy trzecie. Metoda Cafe World, czyli praca w zespołach, w limitowanym czasie 10-15 minut, sprawiła, że każdy trzecioklasista mógł zadać pytanie absolwentowi (przedstawicielowi konkretnej szkoły ponadgimnazjalnej) w kameralnym gronie. Spotkania zostały wysoko ocenione przez uczniów. Cieszył ich fakt spotkania w małej grupie, a także możliwość zadania pytania na każdy temat. Wiedza na temat szkół, klas, nauczycieli, zasad – była bezcenna, bo daleka od „przereklamowania” i bardzo rzeczywista.

Rodzice partnerami

W ramach Akademii Jedynki udało nam się przeprowadzić także warsztaty stroików świątecznych dla uczniów, rodziców, nauczycieli i pracowników szkoły. Autorką były: mama i córka, które poprowadziły liczną grupę uczestników poprzez meandry prac ręcznych. Rezultat – stroiki oraz radość ze współdziałania – bezcenne.

Pierwsze koty za płoty

Akademia Jedynki przyjęła się na gruncie szkolnym, liczę na to, że wraz z upływem czasu będzie się rozwijała, przynosząc nowe, ciekawe pomysły. A już za rok pewnie niektórzy trzecioklasiści zasilą szeregi zaangażowanych absolwentów i historia niejako zatoczy koło. 

Przeczytaj więcej!