Tag: motywacja

doświadczeniadyrektor na miarę czasówinspiracje

Jak budować dobry zespół? cz. II

W I części cyklu poświęconemu budowaniu dobrego zespołu pisałam o teorii Schutza, czyli zaspokojeniu 3 potrzeb, wartości wspólnej pracy, wysłuchaniu tych, którzy z reguły stoją z boku oraz o przestrzeni do popełniania błędów. Cały post można przeczytać tutaj – kliknij. Opisywaną wiedzę i doświadczenie wyniosłam z zajęć Leadership Academy for Poland

Dzisiaj napiszę o tym, jak ważne jest tworzenie środowiska sprzyjającego rozwojowi grupy oraz znaczenia sensu tego, co robimy

Kwestie, które poruszam, to tak naprawdę truizmy, o które niestety bardzo trudno w codziennym życiu. Włączanie ich do codziennej pracy to wyzwanie, które może jednak przynieść rozwój.

Ważne, by tworzyć takie środowisko, by ludzie czuli się spełnieni, a ich praca miała sens. Jak to zrobić?

  • wypracować taką przestrzeń do dialogu, by sprzyjała ona prawdziwej wymianie poglądów. Oczywiście warto pamiętać, by panowała pełna swoboda wypowiedzi ( o co chyba najtrudniej).  To, co najlepiej moim zdaniem sprawdza się, gdy chcemy podzielić się swoimi refleksjami i zaproponować rekomendacje, to metoda Cafe World, czyli wspólna praca w mniejszych grupach, przy stolikach,  przy pomocy moderatorów (również wybranych przez zespół). To oczywiście jeden z elementów tworzących kulturę dialogu. 
  • w trakcie pracy warto zadawać trudne pytania, z naczelnym „dlaczego?”, ale należy przy tym pamiętać, by nie manipulować, 
  • tworzyć środowisko sprzyjające interakcji,
  • promować kulturę dialogu i współodpowiedzialności
  • włączać współpracowników, w myśl zasady, że „ludzie są odpowiedzialni tylko za to, co współtworzą„. Jak? Właśnie poprzez organizację spotkań warsztatowych, dyskusji, odejście od posiedzenia rady pedagogicznej typu „gadająca głowa dyrektora”. Warto dzielić się propozycjami planów, projektów np. poprzez udostępnianie dokumentów online do konsultacji. Osoby pominięte może dopaść apatia i frustracja, nie podążą za zespołem.
  • wypracować jak najbardziej optymalny sposób podejmowania decyzji dotyczących np. wydarzeń szkolnych, projektów, tygodni tematycznych. Warto pamiętać, że nie musimy podejmować szybkich decyzji, gdyż decyzja sama w sobie oznacza „uśmiercenie” innych możliwości. 

Warto przy tym pamiętać, że na samych ludzi – ich odczucia i zachowania nie mamy wpływu. Otwarcie się na ich różnorodność w kontekście odmiennej perspektywy i doświadczeń życiowych może przynieść świetne rezultaty. Oczywiście wypracowywanie kultury pracy – środowiska sprzyjającego rozwojowi – to proces, wymaga czasu, zaangażowania i refleksji, a także dania sobie prawa do popełniania błędów. W moich najbliższych planach jest właśnie praca nad ulepszeniem naszego szkolnego środowiska, tak by dialog był lepszy, a każdy czuł się włączony i wysłuchany. 

Stawiasz cegły czy budujesz katedrę?

Opowieść o trzech napotkanych przez wędrowca budowniczych pewnie jest powszechnie znana. Przywołam ją jednak dla tych, którzy jej nie słyszeli. 

Otóż wspomniany wędrowiec napotkał mężczyzn pochłoniętych budową. Pierwszy z nich na zadane przez podróżnika pytanie o to, co robi, odparł, że kładzie cegły. Drugi powiedział, że buduje mur. A trzeci odparł, że stawia katedrę. 

Wszyscy robili to samo. Pierwszy miał robotę, drugi robił karierę, a trzeci miał poczucie misji. 

Opowieść może nieco banalna, ale czyż tak nie jest z tym, co robimy codziennie? Na ile inspirujemy zespół do stawiania sobie pytania o to, co w szerszej perspektywie daje nasza praca? Czy zadajemy sobie pytanie, o jej sens i cel? 

Jeśli nie, to czas to zmienić. 

Jakiś czas temu stanęłam wobec problemu rozwiązania konfliktu na linii wychowawca – klasa w kontekście niesprawiedliwego oceniania. Podeszłam do tej rozmowy inaczej, niż do tej pory, skupiając się na celu, który chcę osiągnąć, czyli zmotywowaniu nauczyciela do refleksji nad swoją pracą wychowawczą i przyjrzeniu się temu, co powoduje konflikt. Na początku zadałam pytania o to, jaki cel ma według niego jego praca wychowawcza. Kiedy wymienił cel swojej pracy, zapytałam, na jakich wartościach opiera swą pracę, by ten cel osiągnąć. 

Zatrzymam swą opowieść w tym miejscu, choć pewnie ciąg dalszy byłby ciekawy – dwugodzinna rozmowa była niełatwa, ale konstruktywna. Mam nadzieję, że stanowiła pierwszy krok do refleksji nad celem działań. Gdy zadamy sobie i innym to pytanie – o sens – rodzi się większa świadomość naszych działań i odpowiedzialności. Jak mówi profesor Hugh O’Doherty – „Cel chroni nas od kierowania się jedynie pasją (emocje są budulcem, a  nie przewodnikami  działania)”. 

C.D.N.

doświadczeniarefleksje

Dlaczego refleksja?

Refleksja. Ważna, a wciąż nieobecna w szkole. Można rzec – bywa – u pojedynczych nauczycieli, u niewielu uczniów, sporadycznie u rodziców. Mówimy, że nie ma na nią czasu, bo testy, bo podstawa programowa, bo mają się uczyć, a nie myśleć, wnikać, pytać, bo po co, bo kto to widział. Być może nieco przesadzam, ale ja właśnie mam taką refleksję. Myślę, że czas zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć temu, co się w naszej pracy dzieje. 

Dlaczego refleksja? – kliknij!

W edukacji nieformalnej jest taki fantastyczny moment, kiedy po zrealizowanych aktywnościach przychodzi czas na refleksję. Wraz z moim partnerem projektowym wypracowaliśmy sobie  proste pytania, na które każdy z nas musiał odpowiedzieć: Czego nowego nauczyłem się o sobie i o grupie? Co zabieram z dzisiejszych zajęć?  Niby nic, a jak wiele. Początkowo młodzież miała ubaw, ironizując, śmiejąc się. Wraz z upływem czasu, tym nawet bardziej odległym, bo z kilkuletniej perspektywy dawni uczestnicy wymian młodzieży powtarzali, że to właśnie metody nieformalne i refleksja w ważny sposób ukształtowały ich postawę wobec świata, czyniąc ich aktywnymi, poszukującymi, wyciągającymi wnioski i zmieniającymi swe życie i rzeczywistość. Często refleksja przybierała również kształt nieformalny, tworzyliśmy drzewa refleksji z liśćmi doklejanymi każdego dnia, a różne kolory oznaczały poziom zadowolenia z zajęć. 

A tymczasem w szkole większość z nas przychodzi na lekcje, realizuje temat, nie dając przestrzeni do stawiania pytań przez uczniów i refleksji. Bo sami nie byliśmy tego nauczeni. Rozmawiam z nauczycielami. Są wśród nich ci, którzy oswajają się z refleksją, informacją zwrotną, uczniem stawiającym pytania, sensem oceniania kształtującego. Są i tacy, dla których refleksja to fanaberia – i ta uczniowska, i  ta nauczycielska. Sami nie zastanawiają się nad tym, czego i po co uczą. 

Jakiś czas temu prowadziłam szkolenie dla nauczycieli, którego ważnym momentem była własnie refleksja nad procesami, które zaszły w grupie. Wsłuchiwałam się w przemyślenia, obserwowałam interakcje i pomyślałam, że w temacie refleksji jeszcze wiele pracy przed nami, bo: jak ognia boimy się oceny (nawet w sytuacji, gdy jej nie ma), jak zwariowani „metkujemy” innych, porównujemy, idealizujemy, nie konfrontujemy zdarzeń, uciekamy od problemów, nie słuchamy siebie nawzajem, wiemy lepiej, nie potrafimy mówić o błędach. A przecież to my – poza mądrym prowadzeniem procesu uczenia się przez uczniów, kształtujemy postawy młodzieży. 

Dlaczego refleksja?

Uczymy się poprzez doświadczanie, popełnianie błędów i wyciąganie wniosków. Poprzez stawianie sobie pytań typu: Co robię dobrze w danej sytuacji? Co mógłbym/łabym zrobić inaczej w danej sytuacji?  – rozwijamy się. Stawianie właśnie  pytań otwartych sprawia, że zmienia nam się perspektywa spojrzenia na dany problem, poszerza się nasza optyka. Dobrze poprowadzona refleksja spowoduje, że konstruktywnie i pozytywnie spojrzymy na daną kwestię, nie brnąc w skupianie się na negatywnych aspektach (co przychodzi nam łatwo). W procesie edukacji refleksja to narzędzie o ogromnej mocy, wpływające na nasz rozwój, a także doskonalenie kompetencji, wzmacnianie  motywacji, pewności siebie oraz  sensu i roli uczenia się przez całe życie. A o to chyba nam chodzi? 

ciekawe metodydoświadczeniainspiracjesprawczy uczeńtwórczy nauczyciel

Porażka matką sukcesu – uczmy uczenia się na błędach

Jest takie ładne angielskie powiedzenie: „There is no such thing as failure, only learning experiences”(Nie ma czegoś takiego jak porażka, a jedynie zdobywanie doświadczenia). Tymczasem w szkolnej rzeczywistości wytykanie błędów, a  dokładniej kultura błędu to coś, z czym stykamy się na co dzień i co niestety nie dodaje skrzydeł ani nauczycielom, ani uczniom i co z pewnością blokuje kreatywność, otwartość na zmiany, czy prężność, bez których trudno radzić sobie w prawdziwym życiu. A szkoła właśnie powinna być bliska rzeczywistości.

Kto z nas nie zna tak zwanych „morderców pomysłów”, czyli krytyczno-oceniających głosów, typu: Nie kombinuj! To nie na temat! Aleś wymyślił! Nie masz racji! Teraz nie pora na dyskusję! To już było! Nie ma czasu na to! To nie zadziała!

Zapomnieliśmy, że to właśnie na błędach, i to niekoniecznie cudzych, zdobywamy doświadczenie. Co więcej, nie unikniemy popełniania błędów i tego właśnie powinniśmy uczyć w szkole, oswajania młodzieży z porażką (jako elementem życia) i konstruktywnym wyciąganiem z niej wniosków.

Dzisiejszy post z pewnością nie wyczerpie tematu, jest głosem praktyka, który dzieli się po raz kolejny refleksją na temat konieczności zmian szkolnego ekosystemu. Szkoła powinna zaciekawiać, pobudzać do myślenia, uczyć, jak myśleć, wyciągać wnioski, podejmować ryzyko – a wszystko to w dobrej, bezpiecznej atmosferze akceptacji i szacunku, dalekiej od oceniania i negowania, a budowanej na dobrych relacjach, jasnej komunikacji i konstruktywnej  informacji zwrotnej.

Zapis warsztatów dla nauczycieli poświęconych uczeniu się na błędach

Rozpoczęliśmy od obejrzenia filmu, który zamieszczę poniżej oraz od wprowadzenia poświęconego kompetencjom przyszłości (w tym przede wszystkim prężności) oraz konieczności oswajania uczniów z konstruktywnym przeżywaniem porażki.

UCZENIE SIĘ NA BŁĘDACH – film

Kolejną część warsztatów stanowił trening twórczości, w trakcie którego obowiązywały następujące zasady: każdy pomysł był dobry, nie ocenialiśmy innych, współpracowaliśmy w miłej i życzliwej atmosferze.

  1. Rozgrzewka – ćwiczenie „Nowa tożsamość” – każdemu uczestnikowi przypięłam karteczkę na plecach z nazwiskiem znanej postaci (celebryty, bohatera literackiego, artysty, itp.). Następnie w ciągu 5 minut każdy witał się z każdym, nie mówiąc wprost, kim ta osoba jest, a przekazując sugestie w powitaniu, np. słowa skierowane do osoby z karteczką „Maryla Rodowicz” na plecach brzmiały: „Jak tam się mają kolorowe jarmarki”?
  2. Losowanie grup – losowaliśmy się przy pomocy pociętych sznurków, ja trzymałam przygotowane kawałki w ręku, a każdy chwytał jeden koniec. Dzięki temu stworzyliśmy 4 grupy. Przy dzieleniu popełniłam błąd, ale nie wpłynął on na przebieg całych warsztatów;-)
  3. Zadanie  – „Ukryta zasada” – każda z grup miała ustawić się w szeregu według znanego sobie klucza (wybranego przez grupę), np. wielkości stopy lub koloru oczu, a pozostałe grupy musiały odgadnąć ten system. Najwięcej problemów sprawiło nam odgadnięcie ustawienia według wady wzroku;-)
  4. Zadanie  – „Tysiąc definicji” – każda z grup miała za zadanie stworzyć w ciągu 10 minut jak najwięcej definicji słowa zegar. Co fascynujące, wśród bardzo praktycznych znalazły się i te bardzo metaforyczne lub i takie związane z nauczanym przez kogoś  przedmiotem. Zabawy było co niemiara.
  5. Zadanie –  Trening myślenia pytajnego. A co by było, gdyby odwrócić role i poprosić uczniów o zadawanie pytań do tekstu lub pytań, na które tekst nie daje odpowiedzi? No właśnie. Wtedy muszą oni skupić się na tekście i wykazać dociekliwością. Tak samo było i dzisiaj z belframi. Opowiedziałam nieco alternatywną wersję znanej wszystkim baśni o Czerwonym Kapturku, a następnie każda z grup, w ciągu 15 minut, zadawała jak najwięcej pytań, na które tekst nie daje żadnej informacji. Kreatywność, zaangażowanie i dobra zabawa udzieliły się wszystkim. Potem grupy wymieniły się kartkami, przeczytały wszystkie pytania, wybrały trzy najciekawsze i udzieliły na nie nieszablonowych, a nawet niedorzecznych, ale jakże kreatywnych odpowiedzi.
  6. Zadanie  „Patyczkowa historia”. Na patyczkach od lodów napisałam różne słowa, np. sekret, list, miękki kamień, i włożyłam je do pudełka. Siedzieliśmy w kręgu, każdy po kolei, niezgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, losował patyczek i dopowiadał swoje zdanie do tworzonej przez nas historii, wykorzystując wylosowane wcześniej słowo. Razem ułożyliśmy bardzo enigmatyczną, ale i twórczą historię.
  7. Zadanie  „Uczymy się na błędach” – uczestnicy zostali poproszeni o napisanie, jaki błąd popełnili w ostatnim czasie i czego dzięki temu się nauczyli. Następnie w parach opowiadali o swoim doświadczeniu. Potem przykleili swoje anonimowe karteczki na ścianie i każdy mógł podejść i zapoznać się z nimi.
  8. Refleksja, czyli to, co najważniejsze. Na zakończenie każdy, po kolei, odpowiedział na pytania: czego nowego się dzisiaj nauczył  i czego nowego dowiedział się o sobie?

Razem podsumowaliśmy zajęcia, mówiąc nie tylko o roli błędu jako możliwości zdobycia doświadczenia, ale także o tym, jak nowo poznane metody wykorzystać na różnych lekcjach. Mam nadzieję, że kolejne refleksyjne, a na dodatek zarażone pozytywną wizją szkolnego ekosystemu osoby, będą rozsiewać to, co dzisiaj wypracowaliśmy. Bo ja wciąż wierzę w słowa, że „lepiej zrobić niewiele, niż frustrować się tym, że nie zrobiło się wszystkiego”.

Obrazek – ikona wpisu – źródło.