Kategoria: refleksje

doświadczeniainspiracjerefleksje

Przepis na dobrą współpracę w szkole

Współpraca w szkole bywa trudna, czasami nawet bardzo. Przyczyn pewnie jest wiele, że choćby wymienię kilka:  problemy z komunikacją, brak lub nadmiar asertywności, skłonność do oceniania innych lub konkurowanie ze sobą. I nawet gdy już zaczniemy współtworzyć szkołę opartą na relacjach, gdy będziemy uczyć się i rozwijać swoje kompetencje miękkie, to zawsze będzie to proces, który niesie za sobą i dobre, i trudne chwile. Jakiś czas temu poprowadziłam szkolenie dla nauczycieli poświęcone właśnie budowaniu współpracy w szkole. Było ono bardzo burzliwe i emocjonalne, ale wypracowaliśmy kilka fantastycznych rekomendacji, które pewnie będą truizmem, ale jako że inspiracji nigdy za wiele, dzisiaj dzielę się nimi. Ważne, że wypływały z doświadczeń i marzeń belfrów, którzy je tworzyli. 

Przepis na współpracę

Składniki:

  • kreatywności garść,
  • szczypta cierpliwości,
  • 2 łyżki „szaleństwa” do przełamania stereotypów i zmiany,
  • otwartości miarka,
  • wiadro zrozumienia i szacunku,
  • pozytywne nastawienie,
  • jeden cel o konkretnym smaku.

Sposób wykonania:

  1. Zbierz grupę chętnych i zaangażowanych osób.
  2. Wymieszajcie składniki razem.
  3. Dodaj optymizm i wiarę w sukces.
  4. Ciesz się osiągniętym celem. 

 

doświadczeniarefleksjesprawczy uczeń

7 grzechów głównych szkoły – oczyma uczennicy

Tegoroczna maturzystka

 Łazienki, zimno, stołówki (3 grzechy)

Sprawy techniczne, które zawsze będą blokowały myślenie “Szkoła jest moim drugim domem”. Kwestia filozofii czy finansów – nieistotne. Jak można skazać młodzież na spędzanie tyle czasu w zbyt zimnych pomieszczeniach? Niektórzy mają dziwny nawyk wietrzenia klas i korytarzy po KAŻDYCH zajęciach. Do toalety? Dobra, wytrzymam do domu. Stołówka? Wolę się zapłakać, niż wcisnąć w tę bezmięsną papkę w piątek…

A po co nam to?

Pytanie nasuwa mi się naturalnie na każdej lekcji trygonometrii. W gimnazjum udało nam się nakłonić nauczycielkę do wyjaśnień. Zrozumiałam wtedy, dlaczego zrobiła to tak niechętnie – w końcu na pewno nie będę stolarzem i wiem, że liczę te sinusy nadaremnie. Ale przyjemniej by się brnęło przez delty, gdyby nauczyciel klepał mnie po ramieniu i mówił “No wiem, że to trochę bez sensu…”

Matura, matura, matura

I na ten temat apele, apele, apele. Mnie zależy, rodzicom zależy, szkole zależy – to jasne. Ale zabija mnie podejście “Nie masz prawa na życie towarzyskie, narzekanie, przekładanie prac domowych. A jeśli to zrobisz, będę mieć to za złe”.

Rola nauczyciela

Moje spojrzenie: nauczyciel to nie władca klasy, tylko medium wiedzy. Hierarchie, wartościowanie, przywoływanie do “porządku” i “pionu”, kiedy ktoś chce coś zakwestionować… Żart.

Z drugiej strony – ani ja, ani żaden uczeń (któremu jednak na nauce i przyszłości zależy) nie będzie lubił nauczycieli, którzy dają sobie włazić na głowę, wchodzą w niepotrzebne dyskusje, bawią się i są niekonkretni. Choć nagrodę najgorszego typu nauczyciela zdobywa ten nadmiernie zainteresowany personalnymi sprawami uczniów.

Kwestia prestiżu

Doświadczenie w dwóch zespołach szkół o wysokim poziomie podpowiada: gimnazjum zawsze będzie traktowane po macoszemu. Ranga liceum zawsze będzie priorytetem i jego potrzeby spełniane będą w pierwszej kolejności.

doświadczeniarefleksje

7 grzechów głównych szkoły oczyma nauczyciela

Czas na belferskie, nieco krytyczne spojrzenie na szkołę. Pisząc o tym, co boli, marzymy o zmianie, która tak naprawdę zaczyna się od nas samych, czasem jednak rzeczywistość szkolna przytłacza  i sojuszników zmian dookoła nas nie ma wielu. W myśl zasady, lepsze znane zło, niż coś nieznanego. Tak, jak pisałam wcześniej, pytamy po to, by przyjrzeć się rzeczywistości i zdobyć się na głębszą refleksję. 

Nauczyciel z 4,5-letnim stażem w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum w różnej wielkości miejscowościach

  1. Prędkość – wszystko musimy zrobić szybko, aby zdążyć, aby więcej. Bo zaraz koniec semestru, bo testy, sprawdziany, egzaminy.
  2. Prace domowe – jesteśmy do nich zbyt mocno przywiązani. Kończy się to i tak zwykle tym, że zrobili Ci, co tak naprawdę nie potrzebowali, a reszta spisze z internetu albo na kolanie w szkolnej toalecie. Niestety, ilość prac domowych wiąże się bezpośrednio z punktem pierwszym, jako nauczyciele zrzucamy część tej prędkości na dom.
  3. Oderwanie od życia – po co nauczać wiedzy encyklopedycznej? Każde dziecko ma teraz smartfon w kieszeni z dostępem do Internetu. Po co katować starsze dzieci coraz wymyślniejszymi słupkami? Argument sprzed lat, że „nie będziesz nosić w kieszeni kalkulatora” już dawno przestał mieć sens.
  4. Antyczne wyposażenie klas. W wielu szkołach jest wiele starych i zdezelowanych sprzętów, zniszczonych przez czas i kolejne pokolenia użytkowników. Sprzęty elektroniczne w klasach, takie jak rzutniki czy komputery, często nie są w stanie sprostać współczesnym wymaganiom.
  5. Bezradność wobec uczniów z problemami i uczniów zdolnych – ulubionym uczniem w szkole jest uczeń przeciętny, czyli taki, który się nie wybija w żadną stronę. Uczniowie zdolni są pozostawieni sami sobie, a uczniowie słabi przepychani bez próby poznania przyczyny prawdziwego problemu i pomocy.
  6. Dyrekcja z kosmosu – zamknięta w swoim gabinecie, do którego dostęp jest porównywalny z misją na Marsa. Zamknięta na dialog, nowe pomysły, potrzeby nauczycieli i uczniów. Grzech chyba najcięższy, ale na szczęście coraz rzadziej popełniany.
  7. Niechęć do zmian – przekonanie, że “skoro od zawsze tak robiliśmy, to musi być dobrze”. Brak elastyczności i krytycznego podejścia do siebie i swoich metod.

Nauczyciel z 16,5-letnim stażem w gimnazjum i liceum w dużym mieście

  1. Karta Nauczyciela – może to niepopularny pogląd, ale uważam, że ten archaiczny dokument chroni miernoty nauczycielskie. Tak naprawdę (potwierdzi to chyba każdy dyrektor) nie można zwolnić nauczyciela, który jest złym bądź słabym pracownikiem. To bardzo psuje atmosferę pracy, nie sprzyja kreatywności i poszukiwaniu nowych rozwiązań dydaktycznych. W każdej szkole są nauczyciele, którzy pracują, dyktując każdego roku te same notatki, nigdy nie zmieniają podręczników, testów, nie splamili się nigdy przygotowaniem ciekawego, niebanalnego materiału dla swoich uczniów. Jeśli przynoszą materiał, to jest to nędzna kopia ze starego podręcznika, który nie jest atrakcyjny dla młodego człowieka.
  1. Atmosfera pracy na lekcji – uważam, że to o nią należy zadbać w pierwszej kolejności. Aby skutecznie to zrobić, warto poświęcić pierwszą lekcję na poznanie każdej klasy, ustalenie zasad współpracy. Można to zrobić w bardzo twórczy sposób. Porozmawiajmy np. o imionach, pozwólmy na pracę własnymi rękoma. Niech każdy wydzierga, wyrysuje swoje imię i trochę o nim powie. Przecież pierwsza lekcja nie musi przecież dotyczyć tylko przedmiotu. Warto traktować młodych ludzi życzliwie, tylko wtedy jesteśmy w stanie ich uczyć. Może to banalne, ale zapytajcie kiedyś swoich uczniów, ilu nauczycieli stwarza właśnie takie, bezstresowe warunki pracy na zajęciach? Myślę, że wynik może Was zaskoczyć. Dbajmy o relacje!
  2. Łapanie na błędzie. Jeden z większych grzechów polskich nauczycieli. Wielu konstruuje sprawdziany i kartkówki w taki sposób, by złapać uczniów na błędzie. Uważam to za zniechęcające. Cała energia idzie nie w tym kierunku. Czy naprawdę zależy nam by uczniowie otrzymali słabą ocenę? Czy może lepiej stwierdzić ile umieją? Spróbujcie zrobić kiedyś kartkówkę ze słówek inaczej. Poproście, by uczniowie zapisali wszystkie słówka, które z danego tematu zapamiętali. Zapewniam, że niewielu zasłuży na negatywną ocenę.
  3. Nuda. Trochę pisałam o tym w punkcie pierwszym. Wiele lekcji to zajęcia nieprzemyślane i nieprzygotowane. Nauczyciele „przerabiają” podręcznik i ćwiczenia. Nie poszukują materiałów, które mogą zaciekawić, zaintrygować młodych ludzi. Nie chodzi tutaj tylko o to, by używać nowych technologii. Chodzi o to, by skutecznie uczyć. Moim zdaniem będzie się tak działo, gdy uczeń nie zauważy, że się uczy. Można polecić wszelkiego rodzaju gry utrwalające słownictwo. Im więcej i bardziej różnorodnych tym lepiej. Każdy może się zainspirować tym, co robią cudowni nauczyciele w polskich szkołach. Warto zacząć od blogów dostępnych na stronach Centrum Edukacji Obywatelskiej.
  4. Ewaluacja. Najgorsze jest to, że słabi nauczyciele mają często o sobie bardzo dobre zdanie. Dlatego uważam, że należy pytać uczniów o ocenę swojej pracy. Tylko wtedy jesteśmy w stanie zmienić to, co im nie odpowiada. Pracujemy przecież dla dzieci i ich pożytku. Szkoda, że tak rzadko korzystamy z tego skutecznego narzędzia.
  5. Brak równowagi. Kolejny grzech to nierównomierne nakładanie obowiązków na poszczególnych nauczycieli. Nie od dzisiaj wiadomo, że jest grupa nauczycieli, która dawno „przekonała” dyrektora, że każde powierzone mu zadanie zepsuje… I tacy mają w szkole najlepiej! Na wychowawców się nie nadają (bo rodzice protestują). Przygotowania większego przedsięwzięcia nie można im powierzyć (bo nie podołają). Mogą tylko uczyć (często również z nie najlepszym skutkiem). Z drugiej strony Ci, którzy udowodnili, że są aktywni, twórczy – takim można dać wszystko: wychowawstwo, zorganizowanie wymiany, zdobywanie grantów, zespół przedmiotowy, zespół wychowawczy, protokoły, przygotowanie uczniów do konkursów. Najgorsze upokorzenie? Zgadnijcie, kto dostał nagrodę dyrektora?
  6. Kursy i szkolenia. Nadal dla wielu nauczycieli zło konieczne. Praktycznie gdy zdobędą ostatni stopień awansu zawodowego, nie kształcą się. I nie chodzi tutaj o sformalizowane kursy czy studia podyplomowe (albo nie tylko), ale o zdobywanie i regularne odświeżanie wiedzy. Dzisiaj naprawdę jest to proste. Nauczyciele dzielą się sprawdzonymi w praktyce sposobami i metodami np. w licznych webinariach, czy darmowych kursach online. Każdy może znaleźć coś dla siebie po to, by być lepszym w swojej pracy. Kochani, jeśli od lat prowadzicie tak samo swoje lekcje, to są to propozycje dla Was! Jeśli Wy nudzicie się na zajęciach to co powiedzieć o Waszych uczniach?
doświadczeniarefleksje

Dlaczego refleksja?

Refleksja. Ważna, a wciąż nieobecna w szkole. Można rzec – bywa – u pojedynczych nauczycieli, u niewielu uczniów, sporadycznie u rodziców. Mówimy, że nie ma na nią czasu, bo testy, bo podstawa programowa, bo mają się uczyć, a nie myśleć, wnikać, pytać, bo po co, bo kto to widział. Być może nieco przesadzam, ale ja właśnie mam taką refleksję. Myślę, że czas zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć temu, co się w naszej pracy dzieje. 

Dlaczego refleksja? – kliknij!

W edukacji nieformalnej jest taki fantastyczny moment, kiedy po zrealizowanych aktywnościach przychodzi czas na refleksję. Wraz z moim partnerem projektowym wypracowaliśmy sobie  proste pytania, na które każdy z nas musiał odpowiedzieć: Czego nowego nauczyłem się o sobie i o grupie? Co zabieram z dzisiejszych zajęć?  Niby nic, a jak wiele. Początkowo młodzież miała ubaw, ironizując, śmiejąc się. Wraz z upływem czasu, tym nawet bardziej odległym, bo z kilkuletniej perspektywy dawni uczestnicy wymian młodzieży powtarzali, że to właśnie metody nieformalne i refleksja w ważny sposób ukształtowały ich postawę wobec świata, czyniąc ich aktywnymi, poszukującymi, wyciągającymi wnioski i zmieniającymi swe życie i rzeczywistość. Często refleksja przybierała również kształt nieformalny, tworzyliśmy drzewa refleksji z liśćmi doklejanymi każdego dnia, a różne kolory oznaczały poziom zadowolenia z zajęć. 

A tymczasem w szkole większość z nas przychodzi na lekcje, realizuje temat, nie dając przestrzeni do stawiania pytań przez uczniów i refleksji. Bo sami nie byliśmy tego nauczeni. Rozmawiam z nauczycielami. Są wśród nich ci, którzy oswajają się z refleksją, informacją zwrotną, uczniem stawiającym pytania, sensem oceniania kształtującego. Są i tacy, dla których refleksja to fanaberia – i ta uczniowska, i  ta nauczycielska. Sami nie zastanawiają się nad tym, czego i po co uczą. 

Jakiś czas temu prowadziłam szkolenie dla nauczycieli, którego ważnym momentem była własnie refleksja nad procesami, które zaszły w grupie. Wsłuchiwałam się w przemyślenia, obserwowałam interakcje i pomyślałam, że w temacie refleksji jeszcze wiele pracy przed nami, bo: jak ognia boimy się oceny (nawet w sytuacji, gdy jej nie ma), jak zwariowani „metkujemy” innych, porównujemy, idealizujemy, nie konfrontujemy zdarzeń, uciekamy od problemów, nie słuchamy siebie nawzajem, wiemy lepiej, nie potrafimy mówić o błędach. A przecież to my – poza mądrym prowadzeniem procesu uczenia się przez uczniów, kształtujemy postawy młodzieży. 

Dlaczego refleksja?

Uczymy się poprzez doświadczanie, popełnianie błędów i wyciąganie wniosków. Poprzez stawianie sobie pytań typu: Co robię dobrze w danej sytuacji? Co mógłbym/łabym zrobić inaczej w danej sytuacji?  – rozwijamy się. Stawianie właśnie  pytań otwartych sprawia, że zmienia nam się perspektywa spojrzenia na dany problem, poszerza się nasza optyka. Dobrze poprowadzona refleksja spowoduje, że konstruktywnie i pozytywnie spojrzymy na daną kwestię, nie brnąc w skupianie się na negatywnych aspektach (co przychodzi nam łatwo). W procesie edukacji refleksja to narzędzie o ogromnej mocy, wpływające na nasz rozwój, a także doskonalenie kompetencji, wzmacnianie  motywacji, pewności siebie oraz  sensu i roli uczenia się przez całe życie. A o to chyba nam chodzi? 

doświadczeniadyrektor na miarę czasówrefleksje

Rzecz o moich porażkach

Porażka z reguły jest sierotą. By przełamać ten zwyczaj, dzisiaj podzielę się moimi błędami dyrektorskimi. A co! To postanowienie zrodziło się po wczorajszych warsztatach z mentoringu dla dyrektorów, którzy biorą udział w Pomorskiej Akademii Liderów Edukacyjnych organizowanej przez CEN.  Zrobię  to, do czego namawia dyrektor fińskiej szkoły, którą niedawno odwiedziłam. Mawia on: „Popełniłeś błąd? CUDOWNIE! Opowiedz, jak to się stało i pomóż nam uniknąć Twoich błędów”. Tak więc opowiadam, bo o sukcesach dyrektora – eduzmianiacza  już było. Gwarantuję, że porażki są ciekawe. No i rozwijające. 

  1. Porażka zwana „Zosią- Samosią”. Czy znacie to przekonanie, że któż, jak nie wy, zrobi wszystko najlepiej? Przecież musicie dopilnować wszystkiego, za wszystko odpowiadacie.  Nieważne, czy to organizacja szkolnego wydarzenia, warsztaty dla nauczycieli, czy może prowadzenie strony internetowej. Nie mówię oczywiście o innych, bardziej przyziemnych obowiązkach. Pierwszy rok mojej pracy jako dyrektora to mgliste wspomnienie wydarzeń, owszem, działo się wiele, zmiana była wpisana w każdy dzień, ale oprócz niej ciągła presja odpowiedzialności za dopilnowanie wszystkiego. Zamykałam rok i padałam na twarz. A potem? Odpuściłam sobie. I bynajmniej nie zmniejszyło się moje zaangażowanie, po prostu zaufałam innym. I nie zawiodłam się. 
  2. Niedzielenie się odpowiedzialnością. To trochę łączy się z pierwszym opisanym błędem, jednak tutaj co innego stanowi clou sprawy! A mianowicie. W pierwszym roku pracy zgubiła mnie otwartość na problemy wszystkich dookoła. Rodzice przychodzili do mnie ze wszystkimi możliwymi kwestiami. Drzwi się nie zamykały, a my z panem wicedyrektorem  praktycznie nie wychodziliśmy z pracy. Oczywiście, kontakt z rodzicem jest bardzo ważny, ale od czego w takim razie są w szkole: wychowawca, psycholog czy pedagog? Tutaj wdrożyliśmy doświadczenie przywiezione z jednego ze szkoleń dla dyrektorów. Dyrektor ma być obecny, ale stanowi ostatnie ogniwo w łańcuszku problemów. Na pierwszej linii jest bowiem wychowawca klasy, którego wspierają pedagog i psycholog. A kiedy to nie wystarcza, do akcji wkracza dyrektor. To prawda. Bo przecież kiedy dyrektor będzie pierwszym ogniwem, to co zrobimy, gdy on zawiedzie?  
  3. Odwlekanie pewnych (czasami trudnych) decyzji. Dwa i pół roku nauczyło mnie, że powinnam ufać swej intuicji. Kiedy mówi ona, że czas działać, to działam. Brzmi enigmatycznie? Powiem o jednej sytuacji, choć było ich kilka, jednak ze względu na kontekst „koleżeński” chcę być delikatna. Zbyt późno podjęłam decyzję o rezygnacji z papierowego dziennika, skazując naszą kadrę na wypełnianie dwóch: elektronicznego i właśnie papierowego. Wsłuchałam się w głos osób, dla których zmiana była zbyt trudna, a dziennik elektroniczny wydawał się sytuacją nie do przejścia, pomimo, że od jakiegoś czasu funkcjonował już w naszej szkole. Okazało się, że pomoc nauczycielom, konsekwencja w egzekwowaniu zapisów i determinacja wicedyrektora sprawiły, że poradziliśmy sobie z e-dziennikiem świetnie. A podwójne dokumentowanie naszej pracy było uciążliwym przekleństwem. 
  4. Unikanie konfrontacji. Przyszedł  taki moment, gdy z koleżanki stałam się przełożoną. Odwieczne problemy  szkolne ze stylem pracy niektórych nauczycieli stały się moimi problemami, co było szalenie trudne. Zanim wypracowałam sobie wewnętrzną siłę, by stawić czoła tym najbardziej betonowym osobom, zajęło to trochę czasu. By uniknąć mojego doświadczenia z tym trudnym początkiem w konfrontowaniu rzeczywistości, z pewnością warto się do tego przygotować, korzystając choćby z porad bardziej doświadczonych osób. Dziś nie mam z tym większego problemu, rozmawiam o faktach, oczekiwaniach, uczuciach i konsekwencjach. Doświadczenie szkoleniowe oraz to z codziennej pracy bardzo pomaga  mi w udoskonalaniu tej umiejętności. 
  5. Szybkie  podejmowanie decyzji – czasem trzeba tak zrobić, jeśli jednak sprawa dotyczy problemów międzyludzkich, jest to niewskazane. Z jakiegoś szkolenia dotyczącego przywództwa edukacyjnego przywiozłam „złotą radę” – najpierw trzeba się przespać z problemem, a dopiero później podejmować decyzję. I to staram się w swojej pracy czynić. Decyzje podejmowane naprędce z reguły nie były zbyt trafne.
  6. Ewaluacja kilku aspektów pracy szkoły – o tak, ta zaplanowana w pierwszym roku pracy nam „wyszła”. Zawaliliśmy siebie ankietami, planując później naprawę tak wielu aspektów pracy szkoły naraz. Tak się nie da! Najlepiej zbadać jeden obszar i potem skupić się na jego ulepszaniu. Udoskonalenie tego jednego aspektu pociągnie za sobą kolejne, zadziała jak efekt domina. Gdy chcemy od razu badać i naprawiać wszystko, polegniemy lub po prostu padniemy ze zmęczenia. 
  7. Mierzenie innych swoją miarą. No przecież jeśli większość chciała zmiany, to teraz powinna być zadowolona. Przecież jeżeli ja się uczę i rozwijam, to inni też powinni tak robić. Stop. Stop. Stop. Inne doświadczenie życiowe, inne oczekiwania, inne potrzeby, to wszystko sprawia, że nasze najwspanialsze plany mogą nie znaleźć zrozumienia u innych. Warto wtedy zatrzymać się, rozmawiać, wyjaśniać, komunikować rzeczywistość na nowo. A przy tym stale budować relacje i opierać się na sojusznikach zmian i tych, co myślą podobnie. 

CDN…

inspiracjerefleksje

Sprawdź, czy Twoja szkoła jest bliska życiu

Umiejętności przyszłości a polska szkoła. Temat trudny i moim zdaniem wciąż nieobecny w rozmowach w pokojach nauczycielskich, w czasie spotkań rad pedagogicznych, czy nawet narad dyrektorów. W większości miejsc tradycyjne spojrzenie na edukację, oparte na ukrzesłowieniu i transmisyjnym nauczaniu wciąż jeszcze mocno się trzyma, a uczenie się to nic innego jak odtwarzanie, często w atmosferze lęku przed popełnieniem błędu i kiepską oceną. Czy tak edukowani młodzi ludzie odnajdą się w świecie VUCA? Czy wyposażamy ich w kompetencje potrzebne w życiu?

Ale, ale – czy w ogóle wiesz, co to jest świat VUCA, w którym już żyjemy? VUCA to akronim od słów:  volatility, uncertainty, complexity, ambiguity, czyli zmienny, niepewny, złożony i dwuznaczny.  Czyż tak nie jest? To świat, w którym poza wewnętrzną siłą wymagana jest rezyliencja, czyli prężność, a kompetencjami pożądanymi w życiu i na rynku pracy są m.in.: inteligencja emocjonalna, myślenie adaptacyjne,  myślenie komputacyjne, uczenie się, crossowanie umiejętności, praca z nowymi mediami, programowanie, praca w międzykulturowych zespołach/w zespołach wirtualnych, praca w szumie medialnym. 

Sprawdźmy, czy nasza szkoła jest bliska życiu!

Jeśli na większość z postawionych stwierdzeń odpowiesz TAK, to brawo, pracujesz w szkole, która nie jest oderwana od rzeczywistości.

Jeśli połowa stwierdzeń odnosi się do Twojej szkoły, to znaczy, że jesteście w drodze, zawsze jednak jest przestrzeń do ulepszenia. 

Jeśli odpowiedź NIE jest tą dominującą, czas się wziąć do pracy. I proszę, nie narzekaj, że jesteś sam/sama. Mój przypadek pokazuje, że kropla drąży skałę i że można wziąć szkolne sprawy w swoje ręce. 

1. Moja szkoła budowana jest na szacunku, życzliwości, w myśl hasła edukacja to relacja. 

2. Na godzinach wychowawczych, warsztatach, lekcjach  kształtujemy postawy uczniów, ich świadomość emocjonalną, wrażliwość, empatię. 

3. Praca w grupach jest codziennym elementem życia szkoły, uczymy współpracy.

4. Aranżujemy przestrzeń w klasie i w szkole, by służyła  współpracy i socjalizacji (ukrzesłowieniu mówimy nie). 

5. Nowe media są wykorzystywane w procesie edukacji w świadomy sposób.

6. Uczymy krytycznego odbioru tekstu i wyszukiwania informacji.

7. Wykorzystujemy metody aktywizujące w pracy (odchodzimy od nauczania transmisyjnego).

8. Samorząd Uczniowski jest wybierany przez wszystkich uczniów, inicjuje i organizuje wydarzenia szkolne, ma dużą przestrzeń do działania we współpracy z dyrekcją, nauczycielami i rodzicami.

9. Łączymy wiedzę z wielu dziedzin życia, pokazując interdyscyplinarność i złożoność świata.

10. Realizujemy projekty międzynarodowe, dając naszym uczniom możliwość współpracy w wielokulturowym zespole.

11. Podajemy jasne cele lekcji, kryteria oceny oraz podsumowujemy zajęcia.

12. Ocenianie ma charakter motywujący, a nie krytykujący.

13. Pozwalamy popełniać błędy i uczymy wyciągania wniosków z porażek.

14. Najważniejszy jest proces tworzenia czegoś, a nie wynik.

Można by wymienić więcej elementów i obszarów, ale myślę, że na początek wystarczy.  W mojej szkole udało nam się ulepszyć wiele kwestii, ale – jak to w życiu bywa, wciąż jest wiele do zrobienia, przede wszystkim w kwestii mentalności – i nauczycieli, i rodziców. Żeby zmieniać szkołę/świat, trzeba uzbroić się w cierpliwość i siłę, poszukać sojuszników (masa krytyczna to podstawa) i dzielić się tym, co nam wychodzi z innymi – celebrować sukcesy, uczyć się na błędach i nie ustawać. Kropla drąży skałę. 

PS O świecie VUCA dowiedziałam się na ostatnim spotkaniu innowatorów edukacyjnych zorganizowanym przez Fundację ASHOKA. Przedstawicielka OECD ds. edukacji w ciekawy sposób pokazała nam, w którym kierunku powinna iść edukacji. Nie uciekniemy od tego, więc warto dzisiaj zacząć zmieniać szkolną rzeczywistość, zaczynając od swojej klasy.