Kategoria: edukacja za granicą

doświadczeniaedukacja za granicąinspiracje

Edukacyjna podróż dookoła Europy i Azji – najciekawsze inspiracje ostatniego roku – cz. I

Nie mogę narzekać na nudę i brak zajęcia. Ostatni rok przyniósł wiele podróży edukacyjnych, dzięki którym mogłam zainspirować się, podpatrzeć, porozmawiać, porównać i wiele nauczyć się w kilkunastu odwiedzonych szkołach w Polsce, Finlandii, Włoszech, Niemczech, Irlandii i Turcji. Są i takie miejsca, których nie zdążyłam jeszcze odwiedzić, pomimo zaproszenia, ale poznałam ich fantastycznych przywódców, dzięki którym bardzo mocno poszerzyła się moja perspektywa postrzegania roli edukacji w życiu i jej mocy sprawczej. 

Dzisiejszy inspirownik  zbierze to, co wydało mi się najciekawsze, przy okazji podlinkuję także wpisy, w których można przeczytać więcej szczegółów. 

Irlandia – w budynku starej klimatycznej szkoły w Killarney spotkali się innowatorzy edukacyjni z całego świata,  by wziąć udział w organizowanym przez Fundację Ashoka #ChangemakerEd summit. Przez trzy dni dzieliśmy się swoim doświadczeniem i wiedzą, inspirując siebie nawzajem, opowiadając o projektach,  sukcesach i porażkach, pracując warsztatowo w nieformalny sposób, planując wspólne działania. Kliknij, by przeczytać więcej!

fot. Ashoka Ireland

Najciekawsze inspiracje  dotyczyły włączania uczniów i rodziców w życie szkoły, a także realizacji projektów filozoficznych i ekologicznych (np. poświęconych pszczołom). Zafascynował mnie również projekt ożywienia podwórka szkolnego grami i włączenia uczniów jako tutorów gier. Pisałam o tym szerzej już wcześniej – kliknij i przeczytaj!

Najważniejsze wnioski wyniesione ze spotkania:

Uczmy rozwiązywania problemów i kreatywności!

Dajmy młodym ludziom poczucie sprawstwa!

Uczmy współpracy, empatii, uważności, przywództwa i brania odpowiedzialności!

Twórzmy środowisko uczenia się, w którym porażka nie oznacza końca świata, a jedynie początek nowych możliwości! Przeczytaj więcej – kliknij!

Uczymy się, by wiedzieć, umieć, żyć razem z innymi, działać oraz by po prostu być i tworzyć lepszy świat.

Lepiej zrobić coś małego, niż frustrować się tym, że nie zrobiło się wszystkiego.

 

 

Finlandia

Dzięki realizacji projektu „Innowacyjna Jedynka” mobilność kadry w ramach programu Erasmus+ w listopadzie zeszłego roku zawitałam do najbardziej innowacyjnej gminy Finlandii – Kaarina, by wziąć udział w szkoleniu poświęconemu przedsiębiorczości i nowym technologiom w edukacji. I choć szkolenie przypominało bardziej wizytę studyjną,  to muszę powiedzieć, że dało mi ogromny zastrzyk wiedzy, inspiracji i kontaktów (w tej chwili przygotowujemy wymianę młodzieży z fińską szkołą). O pobycie w fińskich szkołach pisałam na blogu bardzo dużo, dzieląc się szczegółami wizyty. Miałam szczęście odwiedzić naprawdę nowoczesne placówki (nie wszystkie w Finlandii są takie), dyrektor tej najważniejszej dla mojego projektu ma doktorat z pedagogiki przyszłości, a jego wiedza i sposób prowadzenia placówki naprawdę jest imponujący.

Najciekawsze inspiracje dotyczyły interdyscyplinarnej edukacji (raz w miesiącu obligatoryjnego uczenia w blokach tematycznych w ramach przygotowywania się do nadciągającej w 2020 roku reformy systemu), edukacji matematycznejwykorzystania nowych technologii, tutoringu uczniowskiego, fantastycznie wdrażanej przedsiębiorczości (od wczesnego wieku), a także przestrzeni w szkole i gromadzenia własnych zasobów edukacyjnych w chmurze.

Najważniejsze wnioski:

Zmiana wymaga czasu.

Nie każdy, nie to samo, nie w tym samym czasie. 

Szkoła musi być obecna  w kształtowaniu kompetencji cyfrowych uczniów. 

Edukacja powinna być dostosowana do naszych czasów:

  • nie testy – a rozwiązywanie problemów,
  • nie teoretycznie – a praktycznie,
  • nie tradycyjne oceny – a informacja zwrotna,
  • nie transmisyjne przekazywanie wiedzy – a praca projektowa uczniów,
  • nie osobno każdy przedmiot – a interdyscyplinarnie,
  • nie w tradycyjnie ustawionych ławkach – a w przyjaźnie zaaranżowanej przestrzeni klasowej z mobilnymi meblami i miejscem do odpoczynku.

Przeczytaj więcej – kliknij poniżej!

Fińska edukacja bez tajemnic

Fińska szkoła – wyobrażenia a rzeczywistość

Fińska szkoła – zaufanie, motywacja, nowe technologie

Fińska szkoła – innowacje vs. tradycja, tutoring uczniowski

Fiński nauczyciel

Przedsiębiorczy obywatel po fińsku

Obejrzyj webinar Superbelfrzy nocą o fińskiej szkole

 

 

 

edukacja za granicąprzestrzeń do zmian

Edukacja po estońsku – szkoła w Tostamaa

Odwiedziłam dziesiątki szkół w Europie, a nawet na końcu świata (na północy Tajlandii), ale o jednej tak naprawdę mogę powiedzieć, że ukształtowała w pewien sposób moją wizję budowania i relacji,  i przestrzeni edukacyjnej. Jest nią niewielka, bo licząca około 100 uczniów szkoła we wsi Tostamaa w Estonii. Odwiedziłam ją dokładnie 7 lat temu, właśnie jesienią, inaugurując projekt Comenius poświęcony prawom człowieka, a oparty na dramie.

W tamtym czasie nawet nie myślałam o tym, że kiedyś, podobnie jak Toomas Mitt – jej dyrektor, będę miała szansę współtworzyć naszą szkołę i realnie wpływać na jej misję i kształt. To, co zachwyciło mnie w tej niewielkiej estońskiej społeczności, to przede wszystkim relacje, poczucie wspólnoty, a także ogromna siła sprawcza, którą mieli i nauczyciele, i uczniowie. Dzięki licznym projektom europejskim, nowoczesnym metodom pracy, otwarciu na współpracę ze środowiskiem, a także poczuciu odpowiedzialności za rolę szkoły w życiu wioski, Tostamaa Keskkool wypuszczała w świat aktywnych i odważnych ludzi (młodych dorosłych, którzy w murach zabytkowego dworku rozpoczynali swą edukację w wieku 6 lat).

Przestrzeń edukacyjna, otoczenie szkoły również miało w sobie coś magicznego. Klasa pod chmurką niedaleko strumienia i ogromnej altany, piękny dziedziniec usytuowany w cieniu ogromnych drzew, odrestaurowane wnętrza, w tym urokliwa aula, ciekawe podziemia i poddasze, na który wiodły drewniane schody – wszystko przytulne, „oswojone” pracami uczniów i nauczycieli, zapraszało, by tu być. Duch szkoły daleki był od tych bezdusznych, tradycyjnych przestrzeni. Pokój nauczycielski, a raczej oszklona weranda z sofami też! Na strychu i w podziemiach mieściło się lokalne muzeum, po którym oprowadzała nas pasjonatka Indii i dramy – Liina Kaar, moja koleżanka z kursu dramy w Anglii.

Dzielę się dzisiaj zdjęciami z Tostaama autorstwa jej dyrektora Toomasa Mitta, by zainspirować innych.

 

 

doświadczeniaedukacja za granicą

Edukacja po frankfurcku – z wizytą w Szkole z mocą zmieniania świata

Z rozpędu chciałam napisać „Edukacja po niemiecku”, ale każdy, kto choć trochę zna system edukacji u naszego zachodniego sąsiada, wie, że co land, to w zasadzie inny system oświaty, z osobnym ministerstwem na czele (cały kraj nie ma jednego wspólnego ministra edukacji). Ja miałam przyjemność gościć w Hesji, a dokładniej w IGS Nordend we Frankfurcie, jednej z trzech niemieckich Szkół z mocą zmieniania świata według Fundacji Ashoka.  To szkoła szczególna nie tylko ze względu na włączanie uczniów niepełnosprawnych, ale również na ciekawe innowacje pedagogiczne. Uczy dzieci w wieku 10-16 lat.  IGS Nordend mieści się w przepięknych ponad stuletnich budynkach dawnych szkół dla dziewcząt i dla chłopców, złączonych wspólną salą gimnastyczną i biblioteką  – budynkiem z urokliwym wielkim zegarem. 

„Don’t wait, innovate”!

Koszulka z takim sloganem, jak i plakaty z zeszłorocznej konferencji The Global Goals w Berlinie, zdobią gabinet dyrektora. Uwe Gehrmann, bo o nim mowa, przewodzi społeczności swojej liczącej nieco ponad sześciuset uczniów szkoły od kilkunastu lat. Odwiedzam go w tygodniu wypełnionym spotkaniami z rodzicami potencjalnych niepełnosprawnych uczniów. Na szczęście wczesnym rankiem znajduje czas, by opowiedzieć co nieco o tym, jak działają w placówce. Potem zostaję oddana pod skrzydła Susanne Habermann, pani pedagog, jednej z pięciorga wicedyrektorów, która zabiera mnie na lekcje i pokazuje życie szkoły od środka.

SOL, czyli uczeń wybiera

Razem z Susanne ruszamy na piętro zajmowane przez poziom szósty. Jest to o tyle ważna informacja, że w zasadzie każde piętro pierwszego budynku zajmowane jest przez inny rocznik, a wychowawcy klas tworzą blisko współpracujący ze sobą zespół, w tym wypadku bodajże 6 osób. Kiedy przybywamy na piętro w każdej z sześciu sal zaczynają się lekcje SOL (Selbst organisiertes lernen/Self organized learning/Samodzielnie zorganizowane uczenie). W klasie Susanne każdy uczeń może wybrać, czy uczy się dzisiaj angielskiego czy matematyki, saodzielnie wybiera również miejsce nauki – może to być stół, podłoga, pufa, ławka na korytarzu, specjalna sala do nauki,  klasowa antresola, a nawet parapet. Ważne, by samodzielnie zaplanować w specjalnym szkolnym zeszycie (Logbuch), co zamierzamy dzisiaj zrobić i  jaki osiągnąć cel. Uczniowska praca również znajduje się we wspomnianym notatniku. Co ciekawe, drzwi pięciu z sal są otwarte, uczniowie swobodnie się przemieszczają, miksują z młodzieżą z innych sal, pracują indywidualnie lub w parach – ogólnie czuć ducha pracy i zaangażowania. Na zakończenie zajęć uczniowie dzielą się w kole tym, co zrobili.

Nie tylko SOL

Edukacja w IGS Nordend to również uczenie w blokach – przedmioty przyrodnicze obok humanistycznych, osobno matematyka, j. angielski,  muzyka i sport.  Lekcje trwają tutaj 45 minut, nie słychać przeraźliwie dzwoniącego dzwonka, przerwę oznajmia mrugające światełko. Uczniowie młodszych klas nie mają obligatoryjnego kanonu lektur, dopiero starsza młodzież poznaje klasykę niemieckiej literatury. Miałam możliwość obserwowania zajęć poświęconych omawianej książce, co było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Otóż uczniowie analizują  jeden utwór kilka tygodni, czytają i omawiają rozdział po rozdziale. Oznacza to bieżące monitorowanie postępów w lekturze, dalekie od testowania znajomości książki, a bardziej nakierowane na autentyczne zrozumienie jej  tematyki – poprzez dyskusję, możliwość zadawania pytań nauczycielowi, czy tworzenie prac literackich i plastycznych.  Zaskakująca była również dla mnie lekcja wychowania fizycznego – koedukacyjna i bez podziału na grupy – 26 osób ćwiczyło razem pod okiem nauczyciela. Także lekcje języka angielskiego w klasach młodszych są prowadzone bez podziału na grupy.

Mentoring uczniowski

W IGS Nordend z powodzeniem działa mentoring uczniowski. Młodzież ze starszych roczników jest rekrutowana do roli mentorów, a następnie przechodzi szkolenia służące nauce dobrej komunikacji i  rozwiązywaniu problemów. W końcu dostaje pod swą opiekę konkretne grupy klasowe, gdzie aktywnie działa, wspierając młodszych kolegów, motywując do nauki i zaangażowania na rzecz innych. We frankfurckiej Szkole z mocą zmieniania świata prężnie działa samorząd uczniowski. Młodzież włącza się również w sprzątanie sal, czy kantyny – każda klasa według grafika dyżurów.

Zespoły nauczycielskie

Tak, jak napisałam wcześniej, w szkole blisko współpracują ze sobą wychowawcy klas danego poziomu, skupieni w niewielkich 6-7 osobowych zespołach. Ogólnie w IGS Nordend uczy 60 pedagogów, nie ma psychologa, jest za to jednostka  „Schulsozialarbeit”, wspierająca uczniów, rozwiązująca ich problemy, wspomagająca pracę samorządu szkolnego.  Zespoły nauczycielskie mają swego reprezentanta, który bierze udział w spotkaniach z dyrektorem szkoły. Służą one monitorowaniu i rozwiązywaniu problemów, szukaniu nowych rozwiązań. Każdy zespół ma swój mały pokój nauczycielski ze stanowiskami pracy i wspólnym stołem, przy którym codziennie w czasie przerwy spotyka się na drugim śniadaniu (przygotowywanym przez jednego z członków zespołu – według grafiku). Długą przerwę na lunch wszyscy spędzają w nowiutkiej kantynie położonej pod dziedzińcem.

20170428_085849

pokój zespołu nauczycielskiego

Przestrzeń w szkole

Dzięki naszym młodzieżowym mentorom – mogłam odbyć ciekawą podróż po wszystkich zakamarkach szkoły i mogę śmiało stwierdzić, że pomimo ponad stuletniej historii, dotkniętych tradycją murów, jest to przestrzeń dedykowana uczniom i nauczycielom. Każda sala lekcyjna w pierwszym budynku ma wybudowaną antresolę, na której mieszczą się pufy – miejsce idealne dla tych, którzy cenią takie warunki uczenia się. Na ścianach roi się od uczniowskich prac i cytatów ukazujących wartości ważne dla społeczności IGS Nordend. W drugim budynku, gdzie między innymi znajdują się laboratoria do przedmiotów ścisłych, klasowa przestrzeń również sprzyja nauce. W podziemiach odnajdujemy nowo stworzone miejsce z sofami i niewielkim barkiem, gdzie za kilka eurocentów można kupić herbatę. Ciekawym rozwiązaniem jest także wspomniana kantyna, mieszcząca się pod dziedzińcem, do której wiodą ogromne schody, na których od wiosny do jesieni w czasie przerw siedzą spragnione słońca grupy uczniów.

Nowe media

To chyba jedyny aspekt, o którym niezbyt wiele mogę napisać, bo niewiele w tym kontekście się dzieje. W większości sal nie zauważyłam rzutników, w szkole nie ma wi-fi, a w czasie lekcji niemal w ogóle nie wykorzystuje się nowych mediów. Młodzież nieco narzeka na swoiste oderwanie szkoły od życia w tym temacie, ale od wielu niemieckich belfrów słyszałam, że temat nowych technologii w szkole to problem na skalę całego kraju, ale nie wiem, ile w tym prawdy.

Jakie inspiracje?

Wolność wyboru tego, czego chcę się uczyć. Uczenie, jak się uczyć.  Wybór warunków i przestrzeni do uczenia się. Przyjazna atmosfera na lekcji. Rola ucznia. Mentoring uczniowski. To najważniejsze wątki i tematy, z jakimi wróciłam z niemieckiej szkoły. A co Państwu się spodobało najbardziej?

doświadczeniaedukacja za granicą

Tureckim nauczycielem być – o zarobkach, czasie pracy i wyzwaniach

Hocam, hocam! [hociam, hociam] – słychać nieustannie w tureckiej szkole. Choć nauczyciel w tym języku brzmi tak naprawdę  öğretmen, to każdy posługuje się pełnym szacunku słowem hocam! To po prostu forma grzecznościowa w stosunku do każdej starszej osoby, a w życiu publicznym no i edukacji zawsze stosowana. Jak powiedział jeden z naszych kolegów, kultura nie pozwala zwracać się do osoby starszej po imieniu, nawet jeśli to jest kolega z pracy. Tak więc każdy dorosły w szkole to hocam.

Nauczycielem być

Podobno droga do pozostania nauczycielem jest w Turcji długa i usiana licznymi egzaminami. Kto jednak z sukcesem przez nią przejdzie, ma zapewnioną pracę i nigdy bezrobotnym nie zostanie. Kłopot jedynie w tym, że tuż po studiach można być wysłanym aż na siedem lat na południowy wschód Turcji, gdzie nikt nie chce pracować z powodu zagrożenia zamachami i śmiercią. Do niedawna można było uniknąć tak długiego zesłania, żeniąc się (pobyt był ograniczony wówczas do roku), jednak od zeszłego października przepisy zostały zaostrzone i żadne okoliczności nie chronią od zsyłki.

Zawód nauczyciela nie jest w Turcji sfeminizowany, mam nawet wrażenie, że mężczyzn jest więcej od kobiet. Ciekawostką jest również to, że zdecydowana większość nauczycieli, w szkole, którą odwiedziłam, miała żonę lub męża również nauczyciela. Faktem jest, że małżeństwa nie pracują w tej samej placówce.

Czas pracy i zarobki

Ten pierwszy uzależniony jest od typu szkoły. Etat w szkole podstawowej wynosi 18 godzin, a w średniej już tylko 15. Oczywiście można mieć nadgodziny, które są dodatkowo opłacane i tak w zasadzie robi większość nauczycieli. Niektórzy łączą nawet pracę w dwóch szkołach, co ciekawe, 3 dni pracują w jednej, a kolejne 2 w drugiej i nikt nie widzi w tym niczego złego.

Zarobki nauczyciela kształtują na poziomie około 800 euro, są wyższe niż w Polsce, co potwierdza raport OECD. Życie w Turcji jest tańsze niż w Polsce, szczególnie żywność i odzież. 

Na lekcji

Z reguły jest bardzo życzliwie i przyjacielsko, zresztą empatia i dobre relacje to najmocniejsze strony mieszkańców Turcji. Tak więc mamy wysyp selfie z nauczycielami w mediach społecznościowych pomimo zakazu publikowania w nich  zdjęć uczniów, na przerwach podpatrzeć możemy młodzież pochłoniętą życzliwą rozmową ze swoimi belframi. To, co mnie zawsze zaskakuje w relacjach uczniów z nauczycielami, to ogromny brak samodzielności dzieci, nawet nastolatki proszą swych pedagogów o pomoc choćby w kwestii wycinania czy nawet wiązania butów. Wiek nie gra roli! Co ciekawe – nauczyciele chętnie służą pomocą – szczególnie chłopcom.

Metody pracy są tradycyjne. Jak twierdzą nauczyciele, nie da się inaczej, bo muszą przygotować młodzież do licznych testów i egzaminów. To moim zdaniem nieprawda, należałoby nieco zmienić myślenie, ale z tym, jak wiadomo, jest i kłopot w polskiej szkole. W każdym razie prowadzone przeze mnie warsztaty (metody aktywizujące i trening twórczości) cieszyły się dużym powodzeniem i miejmy nadzieję, że choć ktoś wykorzysta cokolwiek na swych zajęciach. Tradycyjne metody prowadzą do tego, że tureccy uczniowie znają teorię, ale nie mają żadnych umiejętności praktycznych, jak choćby w kontekście komunikacji w języku obcym – automatycznie wykonują trudne ćwiczenia, a nie potrafią rozmawiać.

Nowe media są coraz częściej obecne na zajęciach. W odwiedzonej przeze mnie szkole, w ramach programu Fatih, zakupione zostały tablice interaktywne z prawdziwego zdarzenia w każdej sali. Dużą popularnością wśród bardziej nowoczesnych belfrów cieszą się narzędzia Web 2.0, szczególnie dzięki eTwinning i możliwościom, jakie daje.

Wyzwania

Zbyt liczne klasy sięgające 40 uczniów (nawet na językach obcych) to zmora tureckiej szkoły, która zmaga się z wyżem demograficznym. Erdogan apeluje, by tureckie rodziny miały maksymalnie troje dzieci. 

Nuda na lekcji i brak motywacji uczniów do nauki  spowodowane nieciekawymi metodami i przeciążonymi programami nauczania oraz presją egzaminów. Nawet w weekendy uczniowie, którzy chcą dobrze wypaść na testach, przychodzą do szkoły na dodatkowe kursy, a nauczyciele są w pracy (oczywiście dodatkowo płatnej). 

Sytuacja w Syrii i Afganistanie spowodowała, że rząd turecki rozdziela pomiędzy swe miasta, a tym samym szkoły imigrantów. W tokackiej szkole aż 5% uczniów to dzieci z Syrii i Afganistanu, które nie znają ani języka tureckiego, ani tutejszej kultury. Mają ogromne problemy w adaptacji, a państwo nie daje dodatkowych środków na przykład na lekcje języka.

Uczniami z problemami w nauce i na przykład dysleksją zajmują się nauczyciele przedmiotu i wychowawcy. W tureckiej szkole nie ma pedagoga i specjalnej terapii pedagogicznej, co powoduje nadmierne obciążenie uczących oraz kiepskie efekty w radzeniu sobie z problemami.

Awans zawodowy to zbieranie czegoś na kształt tokenów, awansem jest praca w szkole ponadpodstawowej. Oczywiście trzeba zdawać dodatkowe egzaminy.

C.D.N.

 

doświadczeniaedukacja za granicą

Kto rano wstaje, idzie do tureckiej szkoły

Lekcje w szkole w Tokacie (Region Morza Czarnego)  rozpoczynają się zawsze o 8.30, a kończą o 15.40. Krótkie przerwy pomiędzy nimi obwieszcza melodyjny dzwonek, który wygrywa utwór „Dla Elizy” w tureckim stylu. Wtedy na wielki plac usytuowany pomiędzy trzema szkolnymi budynkami wylewają się tłumy dzieci. Szkoła, w której goszczę, liczy około 1400 uczniów w wieku 6-15 lat oraz 97 nauczycieli, którym przewodzi dyrektor wraz z trzema wicedyrektorami. Obowiązkowa edukacja w Turcji trwa 12 lat.

Czas na lekcje!

Każda lekcja trwa 40 minut. Metody należą do bardzo tradycyjnych, wciąż liczy się teoria, jak twierdzą nauczyciele – nie mogą sobie pozwolić na metody aktywizujące. Przygotowują uczniów po prostu pod testy. Zresztą cały system edukacji w Turcji opiera się na testach i egzaminach. Tak więc doświadczamy tutaj takiej sytuacji –  jak rozwiązywanie bardzo trudnych ćwiczeń na lekcji angielskiego (skomplikowanych gramatycznie) przy braku umiejętności komunikacyjnych. Młodzież nie uczy się także współpracy, wszystko wykonując indywidualnie – podzielenie uczniów na pary w trakcie warsztatów dramowych było nie lada wyzwaniem, bo nigdy nie pracują z innymi.

Czas na przerwę

Poza krótkimi przerwami międzylekcyjnymi o godzinie 12.00 jest dłuższa – godzinna, przeznaczona na posiłek. Dzieci mogą iść wówczas do domu lub zjeść coś w jednej z wielu knajpek położonych nieopodal szkoły. Tak samo nauczyciele. Wielu z  nich w czasie przerwy na posiłek udaje się do pobliskiego meczetu na modlitwę. Dobry wyznawca islamu modli się 5 razy w ciągu dnia.

Dyrektorem być

Stanowiska kierownicze obejmują osoby, które pną się po szczeblach kariery, zdobywając punkty za swą pracę (szczegółów nie znam, bo żadna z pytanych osób nie była w stanie tego dokładnie wyjaśnić), no i w dzisiejszych czasach szczególnie – są dobrze umocowane politycznie. Moje doświadczenie pokazuje (a od 10 lat regularnie goszczę w tureckich szkołach), że dyrektorzy zmieniają się jak w kalejdoskopie, niektórzy awansują, a inni niestety idą do gorszych placówek (wiejskich). Gabinet dyrektora zawsze mieści się na najwyższej kondygnacji szkoły – po to, by utrudnić w pewien sposób dotarcie do niego, sprawić – by rodzice rozwiązywali problemy na niższym szczeblu – z wicedyrektorami (ich gabinety są na pierwszym piętrze). W szkołach nie ma osób, które pełnią funkcję kadrowców czy kierowników administracyjnych, za papiery odpowiada dyrektor. Nigdzie też nie widziałam sekretarek – kwestie administracyjne należą do wicedyrektorów i właśnie dyrektora, którzy dzielą się obowiązkami – każdy wicedyrektor odpowiada za inne grupy wiekowe.

 

C.D.N. – relacje, wyzwania, możliwości, imigranci itd.

Pobyt jest częścią projektu „Innowacyjna Jedynka” w ramach Erasmusa+, teaching assignemnt.

ciekawe metodyedukacja za granicąinspiracjesprawczy uczeńtwórczy nauczyciel

Jak ożywić szkolne podwórko grami- irlandzkie inspiracje

Szkolne podwórko może tętnić życiem, aktywizować dzieci i wzmacniać ich umiejętności społeczne i kształtować inteligencję emocjonalną. Zabrzmiało poważnie, jednak gdy przyjrzymy się temu, co robi jedna ze Szkół z mocą zmieniania świata –  Galway ET w Irlandii, zobaczymy, że zabawa na przerwach może przynosić wiele bezcennych korzyści, rozwijać wyobraźnię, oswajać z porażką, a także uczyć przywództwa.

Szkoła Galway ET zaadaptowała w swej pracy amerykański program Playworks, dostosowując go oczywiście do swoich potrzeb. Każdego dnia na dziedzińcu szkolnym, na przerwach, w tych samych miejscach dzieciaki biorą udział w rozmaitych grach podwórkowych. W osobnych miejscach rozgrywana jest  gra  tygodnia lub miesiąca. Każdy, kto chce, może dołączyć. Gry prowadzone są również przez dzieci, a dokładniej Junior Coaches, którzy bardziej moderują działania, niż sędziują. Oczywiście dorośli również biorą udział w zabawach, wspierając uczniów i motywując do zabawy.

Ktoś spyta, co w tym wszystkim nowego? Zestaw gier podwórkowych jest bogaty, modyfikowany na bieżąco przez dzieci, które wprowadzają do zabaw swoje innowacje. Tym, co odróżnia zabawy od tych standardowych jest duży nacisk na włączanie, a nie wykluczanie – przegrany może w każdej chwili dołączyć do gry, gdy wykona na przykład pajacyk, krzycząc „Jestem super! Jestem super! Jestem super!”. W innej zabawie na osobę, która odpada z zabawy, za każdym razem czekają  specjalne  wiwaty grupy – przebijanie piątki  i jakimś prostym komplementem. 

Miałam okazję zagrać w podwórkowe zabawy właśnie w Irlandii, w trakcie szczytu innowatorów edukacyjnych Fundacji ASHOKA  z całego świata i przyznam, że i świetnie się bawiłam, i na swojej skórze doświadczyłam, co oznacza pozytywne wzmacnianie i oswajanie z porażką. A kazdemu, kto szuka inspiracji, podaję linki –  do strony, gdzie zebrano gdy i zabawy (wraz ze zdjęciami) oraz do strony irlandzkiej szkoły – może kogoś zainspiruje.

propozycje gier i zabaw – opisy 

irlandzka szkoła