Bywa zamknięta, niezdobyta, z brakiem dostępu do półek. Ziejąca nudą, z brakiem nowości i wygodnego miejsca do relaksu. Taka na pewno nie jest biblioteka w Gimnazjum nr 1 w Gdyni, o czym pisze dzisiaj bibliotekarka, blogerka i pasjonatka dwóch kółek – Aldona Zmuda Trzebiatowska. 

Pusty korytarz, bo na parterze nie ma sal lekcyjnych i uczniów czekających na dzwonek. Cisza. Otwieramy zwykłe z zewnątrz drzwi, niczym się niewyróżniające z setki takich samych w szkole. Wchodzimy w inną rzeczywistość, do której prowadzą baśniowe drzwi zaprojektowane i wykonane przez uczniów już 10 lat temu. 

Najpierw uderza gwar. To stojąca przy stole do piłkarzyków grupa uczniów gromko reaguje na kolejne gole. Miejsc zawsze za mało – naraz mogą grać jedynie cztery osoby, więc cała reszta dzielnie kibicuje. Może na kolejnej przerwie komuś z nich uda się dopaść stołu jako pierwszemu. Tuż obok stoją cztery zielone kanapy, jak zwykle wszystkie zajęte. Pomiędzy nimi stoliki, zawalone grami planszowymi i zeszytami tych, którzy próbują zachować pozory, że przyszli się pouczyć. W tym roku największą popularnością cieszą się szachy, Farmer i nieśmiertelne Czarne Historie, ale każdy wrzesień rozpoczyna szał na inną grę. Jest ich kilkanaście do wyboru. Gdy na rynek wchodzi jakaś szczególnie ciekawa, od razu uczniowie proszą o jej zakup.

Za ostatnią kanapą pufy – miejsce dla tych, którzy lubią posiedzieć na ziemi, oparci o ciepły kaloryfer. Ulubione miejsce par i grupek przyjaciółek bez przerwy robiących selfie.

Wszyscy rozmawiają, sprzeczają się, dyskutują. Miejsce tętni życiem.

Dwie całe ściany i środek sali zajmują regały z książkami. No tak, przecież to biblioteka! Dziś niczym już nie przypomina starego pomieszczenia, z pokrytymi kurzem szarymi tomami ustawionymi w równych rzędach; z nakazem zachowania ciszy, przypominanym przez groźnie patrzącą zza stołu panią.

Książek jest 11 tysięcy, do każdej można podejść, wziąć do ręki, przejrzeć, poczytać na miejscu. Dzięki Narodowemu Programowi Rozwoju Czytelnictwa w tym roku zawitało prawie 600 nowości, wydanych przed kilkoma miesiącami. Każdy uczeń mógł poprosić o zakup wybranej książki – i niemal wszystkie propozycje udało się zrealizować.

Między kanapami niskie regaliki z książkami „do przeglądania”- Księga Rekordów Guinessa bije rekordy popularności, cała seria Strasznych Historii to akurat książki na 45 minut- wszystko to pod ręką, nie trzeba wstawać z kanapy.

Za stolikiem siedzi dwoje uczniów- to dyżurni wypożyczający książki. Co roku we wrześniowy dzień zapisów tłumy ściągają, aby zapisać się na swój ulubiony dyżur o pasującej godzinie.

Za ścianą obwieszoną fotografiami wykonanymi przez uczniów druga sala – czytelnia. To tutaj stanęła pierwsza w naszych gimnazjum kanapa. Dziś już mocno poprzecierana, ale stanowi symbol zmian, jakie zachodzą od kilku lat- w myśl zasady, że szkoła może być miejscem przyjaznym, z dobrą atmosferą, a nie tylko złem koniecznym. Nieliczni okupują komputery. To znak czasów – jeszcze niedawno kilkunastu chłopców spędzało przerwy wpatrując się w monitor, dziś każdy ma swój smartfon i komputery wróciły do swej pierwotnej, dydaktycznej funkcji.

I w końcu trzecia sala- Pokój Cichej Pracy. Duży stół, przy którym może usiąść kilka osób pracujących nad jednym projektem. Miękki dywan, a na nim kilka puf- idealne miejsce do dyskusji w kilkuosobowym gronie albo do samotnego odpoczynku dla zmęczonego ucznia czekającego na zajęcia pozalekcyjne. Tu nie można grać na gitarze ani śpiewać. To miejsce na spokój i wyciszenie. Z przeszklonymi drzwiami, bo tu nauczyciel nie stoi nad uczniem, a jednak dobrze wiedzieć, co się tam dzieje.

Nasza biblioteka zmieniała się stopniowo, przez dobrych kilka lat. O tym, że jest inna niż standardowa, pomyślałam po rozmowie z mamą pewnego ucznia. Nie rozumiała, dlaczego w związku z problemami syna została skierowana przez wychowawcę klasy do mnie. Tłumaczę więc, że syn całe przerwy przesiaduje pod moim okiem. Niemożliwe – odparła z przekonaniem – mój syn nigdy nie chodzi do biblioteki!

Można się spierać, czy to właściwe zmiany. Obserwując jednak procesy zachodzące w zachowaniach młodzieży,  miałyśmy do wyboru- kurczowo trzymać się wizji biblioteki jako miejsca ciszy i skupienia, do którego wstęp mają jedynie potrzebujący wypożyczyć lub poczytać książkę (czyli, nie oszukujmy się- maksimum 30 % społeczności szkolnej) lub otworzyć się na rozmaite potrzeby młodzieży- starając się, aby ta, poprzez obecność książek w tej przestrzeni sama, nawet niepostrzeżenie po nie sięgnęła. Wybrałyśmy to drugie.

Opublikował/a Oktawia Gorzeńska

Blogerka, podróżniczka, trenerka, aktywistka i dyrektorka Szkoły z mocą zmieniania świata

One Comment

  1. […] Biblioteka – o niej było bardzo dużo w ostatnim poście. Kliknij i przeczytaj.  […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s